<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342</id><updated>2012-03-12T19:05:19.790+01:00</updated><title type='text'>bo czasem bełkot</title><subtitle type='html'>סליחה בחורות, אני מוצץ זרגים
 ________________________________ się tu niczego nie spodziewaj</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>19</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-8376401035764332468</id><published>2012-02-09T00:11:00.002+01:00</published><updated>2012-02-09T11:15:50.711+01:00</updated><title type='text'>Petycja</title><content type='html'>Moje drogie, ukochane, przeukochane życie. Mam Cię tylko jedno. I w związku z tym mam do Ciebie ogromną, serdeczną prośbę.&lt;br /&gt;Przestań mi kurwa wreszcie sadzić co chwila sceny jak z poruszającego filmu, i zacznij być proste i normalne.&lt;br /&gt;Błagam.&lt;br /&gt;Nie może być tak, że opowiadam zwykły dzień ze swojej codzienności, a ci niezbyt śliczni, ale bystrzy chłopcy zaraz są przekonani o konfabulacji, która ma zawleczenie ich do łóżka na celu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-8376401035764332468?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/8376401035764332468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2012/02/petycja.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/8376401035764332468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/8376401035764332468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2012/02/petycja.html' title='Petycja'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-3781866925267006456</id><published>2012-02-02T14:46:00.002+01:00</published><updated>2012-02-02T14:54:50.736+01:00</updated><title type='text'>make life real</title><content type='html'>No dobrze. Załóżmy zatem nieśmiało, że - podobnie jak pupilka trendsetterek&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.makelifeeasier.pl/" target="_blank"&gt;Kasia Tusk&lt;/a&gt;&amp;nbsp;- założę lifestylowego bloga. Załóżmy, że podzielę się moimi doświadczeniami życiowymi które pozwolą uniknąć, delikatnie mówiąc, błędów, w które moja codzienność jest radośnie obfita.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że napiszę jak rozmawiam z ludźmi, o czym i po co, ładną polszczyzną, o wszystkim, co robię w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napiszę, że przygotowując azjatyckie jedzenie trzeba go kosztować za każdym razem, gdy dodajemy więcej sosu sojowego. Istotą azjatyckiego jedzenia nie jest bowiem brunatność, gorzkość i papkowatość. I nie jest problemem wielokrotne podawanie tych samych drewnianych pałeczek, mimo, że niechybnie kurkuma, curry i szpinak zostawią na nich barwne ślady. Ostatecznie łyżki do patelni też zwykły być drewniane i nie jest to żaden argument na rzecz ich jednorazowego, nieczułego traktowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że licząc na udaną randkę warto skupić się na czymś nieco więcej, niż tylko czysty but. Przede wszystkim zjeść obiad, albo iść na obiad z towarzyszem/ką. Czy należy obawiać się zamawiania dań z czosnkiem? - w końcu później może się okazać, że z seksu nici. Do tematu trzeba podejść zdroworozsądkowo: nie wyobrażam sobie, że miałbym spotykać się z kimś, kto nie toleruje woni czosnku. To niesie za sobą ryzyko, że gdy/jeżeli już zostaniecie parą, będziesz musiał/a wymykać się wcześniej z łóżka, żeby usunąć śpiochy z oczu, a to nie tyle niekomfortowe, co niedopuszczalne. Rada na każdą okazję: koktajl z używek&amp;nbsp;być może dodaje animuszu, ale na pewno nie wigoru. W ostatecznym efekcie&amp;nbsp;mieszanka piwa, wina, koli, wódki, marihuany, prozaku i poppersa podniesie, owszem, chęć na stosunek seksualny, ale z pewnością żołądek i instrumenta intymne odmówią posłuszeństwa. Oczywiście, wino jest bardzo dobre - jedna butelka. Jedna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że przy wynajmowaniu mieszkania warto naprawdę poważnie zastanowić się nad umysłową kondycją właściciela i za żadne skarby nie dać się wrobić w czyjekolwiek pośrednictwo. Drobne przedmioty osobiste, zdjęcia przodków, kubki z imieniem chłopaka - to wszystko powinno stanowić dla ciebie alert żółty. Zdanie 'poszukuję ludzi porządnych i odpowiedzialnych, gdyż mam złe doświadczenia z poprzednimi lokatorami' to alert najwyższy, czerwony. jeżeli w mieszkaniu jest zimno i brzydko, meble rozchwierutane a kafelki (jeśli są) w łazience (o ile jest) przyklejone na gumę do żucia, a cena za zawszoną kozetkę do spania dwukrotnie przewyższa najwyższe możliwe zarobki w kawiarni - sam jesteś sobie winien, ewentualnie podziękuj swoim kolegom z roku z miast powiatowych, którzy dają sobie wcisnąć wszystko, wychowani w wielkopolskich miasteczkach pełnych kubicznych domów z płaskim dachem i elewacją z potłuczonych talerzy, umeblowaniem olcha okleina i styropianowymi stiukami na sufitach 2,25 m.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że jeżeli masz ochotę na rimming, niezależnie od orientacji seksualnej, musisz przede wszystkim dokonać rehumanizacji dolnych części ciała. Najprościej podejść do tego tematu poprzez konstatację, że anus leży blisko organów płciowych, z którymi kontakt oralny nie powinien budzić zdziwienia, a które też&amp;nbsp;odgrywają&amp;nbsp;walną rolę w procesie wydalania. W kolejnym kroku uświadom sobie, że średnio raz dziennie dotykasz odbytu ręką, podcierając się, i wypadałoby, byś także raz dziennie dotknął go ręką zwilżoną celem umycia. Przyjmij następnie tezę, że wszystko, czego można dotykać rękami, w zasadzie można też wziąć do ust. Tu mowa przecież o części umięśnienia ukochanej osoby. Trzecim etapem niech będzie szczera rozmowa z chłopakiem/dziewczyną dobrego przyjaciela; pomówcie o jego stosunku do ujścia partnera, starając się skupić na meritum i wyeliminować określenia wulgarne, kolokwialne i infantylne. To pomoże ci przełamać barierę niepewności w sytuacji prekoitalnej oraz uniknąć wpadki językowej typu "czy mogę ci/czy możesz mi polizać koniec kiszki stolcowej?". Podobnie jak w przypadku seksu analnego, dobrym pomysłem higienicznym dla odbiorcy jest lewatywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że przygotowanie do jazdy autostopem wymaga nie tylko wyposażenia tak zwanego podorędzia w mapę, płaszcz przeciwdeszczowy i gaz pieprzowy. Konieczne jest przebywanie w lekko ezoterycznym stanie lenia i rozdęcia, kiedy nie przeszkadza ci pot, muchy i pasztetowa walająca się po aucie. Wrażliwość na widok rozwłóczonych bebechów potrąconych na szosie zwierząt domowych niewskazana. Kluczem do sukcesu jest jednak absolutny brak poczucia czasu oraz otwartość na szeroką gamę charakterologiczną typów ludzkich. Skłonność do wymyślania gwar i języków na poczekaniu jest więcej niż dobrze widziana. Jeżeli masz ochotę milczeć, drzemać lub wypytywać o stosunek do seksu z nieletnimi &amp;nbsp;- zapierdalaj na pekaes.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że dzieci bardzo ostrożnie trzeba wprowadzać w świat religijności, aby nie wzbudzić w nich nieufności i strachu. Zbyt jaskrawe kategoryzowanie figur abstrakcyjnych, zwłaszcza w przypadku określania ich latynizmami, hellenizmami czy homofonami, spowoduje u dziecka lęk przestrzenny w okolicy obiektów sakralnych, będący najnaturalniejszą zresztą reakcją istoty nieskalanie dobrej w kontakcie z obiektem o charakterze mglistym i niejasnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że jeżeli już dasz sobie wcisnąć kartę kredytową, nie chcąc w niemiły sposób przerywać telefonicznej tyrady uroczej konsultanki, która przecież musi jakoś zarobić na czesne na zaocznej technologii żywienia, i sprawnie recytuje litanię zalet równie tajemniczych, jak nazwiska świętych kościoła greckiego diecezji antiochskiej, to zgub pin; zapomnij go; zaszyj ją w poduszce; cokolwiek. Inaczej czeka cię niechybna zguba, skończy się kino i frytki. Dzwonić ci będzie całymi dniami po uszach szorstkie, krótkie słowo 'raty'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że picie piwa nie jest samo w sobie złym sposobem spędzania wolnego czasu, a na pewno zdecydowanie lepszym niż hejterstwo publiczne lub internetowe. Picie piwa stać się może jednak złym sposobem spędzania czasu po prostu. W momencie, kiedy po raz pierwszy otworzysz piwo o 6 rano przed pracą - weź tydzień wolnego i zrób sobie spa. Inaczej cera zszarzeje ci prędko, a chmury nad głową będą wydawać się wyłącznie potwornie czarne. Nazywa się to depresja i nie pomoże ci z tego wyjść nikt inny, jak tylko znajomi i przyjaciele. Ludzie sami do ciebie przyjdą, gdy zobaczą, że chcesz do nich mówić. I będziesz mówić szczerze i otwarcie o prostych prawdach w życiu, używając całkiem zwyczajnych przymiotników oznaczających stany i rzeczowników nazywających emocje. Rach-ciach, szczerością i otwartością, niczym innym, ewokuje się komfort: komfort to prawie to samo, co szczęście. Proste, nie? Gdy rzeczy stają się tak proste, można je bez obaw popić piwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym i jeszcze jeszcze można by pisać, bo to są &lt;a href="http://makelifereal.blogspot.com/" target="_blank"&gt;rzeczy prawdziwe&lt;/a&gt;. Ciekawe, czy odniósłbym sukces jak Kasia Tusk, i dlaczego nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-3781866925267006456?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/3781866925267006456/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2012/02/make-life-real.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/3781866925267006456'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/3781866925267006456'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2012/02/make-life-real.html' title='make life real'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-9161832644544270089</id><published>2011-12-26T00:50:00.006+01:00</published><updated>2011-12-26T03:20:46.062+01:00</updated><title type='text'>fałsz</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co dzień odkrycie, co rok to prorok i tak dalej. Uprawiam nową dyscyplinę poznania, jestem największym w świecie znawcą i mistrzem The Fake Wisdom. Szafarzem cytatów z nigdy nie przeczytanych książek, twórcą myśli tak mądrych, że potencjalnie aż przysłów, których o dziwo nikt nie zdążył jeszcze pomyśleć. Piewcą prawideł niedokładnie wyuczonych gramatyk, ekwilibrystą nieopanowanych gimnastyk. Tak, mówcie mi maestro fałszywej wiedzy, służę wam radą równie użyteczną jak podręczny słowniczek krzyżówkowicza na jakichś rozstajach życiowych z rzewnej piosenki. Takiej, co stawia wyzwania, jak przemierzenie północnego oceanu lodowatego w tenisówkach, no: tej skali.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie umiem uciec przed takimi wrażeniami jak rzewność, i poddaję się znowu i znowu obłędowi świąt. Bez obłędu dni te nie mają treści. Zawsze jest jeszcze alkohol, który ukoi ćmienie w złamanym ramieniu i wzbudzi magicznie podniecający refluks, który przemienia najdłuższe noce w roku w epoki dziejów myśli. Nie mogąc w okresie ich trwania rozliczyć się z rzewnością, wspominam łacińskie nazwy typów w królestwie zwierząt. The Ultimate Master on Fake Wisdom.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A potem, gdy już wszystkich naobrażam, nie ma komu poprawić temblaka. Nic tylko weź się, kurwa, zdefenestruj.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-9161832644544270089?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/9161832644544270089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/12/fasz.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/9161832644544270089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/9161832644544270089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/12/fasz.html' title='fałsz'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-6239753567316135659</id><published>2011-11-22T17:24:00.002+01:00</published><updated>2011-11-22T17:30:55.322+01:00</updated><title type='text'>Radość</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Różne są koleje (raczej, kurwa, koleiny) mojej rzeczywistości i codzienności, ale pomidorowa wychodzi mi zawsze świetna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Raczę się tą pomidorową na dwujajecznym makaronie, nic mi nie doskwiera, śmietany nawaliłem suto i zostaje mi śliska od jej tłuszczu pomarańczowa cierpkość na wąsie. Dno w garnku światło dzienne odbije rychło.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Mam takie miejsce w domu, które wymyka się stawianym przez mnie kordonom. Jest wielką górą kilkudziesięciu par moich butów; mówię na nie auschwitz. Buty z auschwitz czekają w większości na reperację, ale mozół nie jest moją pasją ani jawną, ani skrytą: poczekają jeszcze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Jak już dokonam niemądrych wyborów (jak w tramwaju: udawać, że majstruję przy biletmachinie, czy usiąść? - usiąść. - kontrola, dzień dobry. - 127 miliardów do zapłacenia, proszę podpisać, jak w ciągu siedmiu dni, to mniej &amp;nbsp;będzie, wie pan, z tamtej strony wszystko maczkiem napisane), to sobie naiwnie i po sztubacku postanawiam umrzeć. Wielką by to było pochopnością, więc tylko sobie wyobrażam, że to zrobiłem. Zanim zaś, piszę absolutnie nieudany wiersz, na przykład pod tytułem: "...dziś postanowiłem umrzeć". No i jest pierwsza strofa, na przykład:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;"...listopadowa słota&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;druzgota...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;na cóż mi taka zgryzota?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;dziś...:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;postanowiłem umrzeć!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;No i tak dalej, jeszcze gorzej i jeszcze więcej znaków wymuszonej interpunkcji. Potem umieram w moim wyobrażeniu, jest pogrzeb, i słyszę spod sosnowego wieka (przez dębowe bym może nie usłyszał, ale jużci! mi dębowe kupią, drożyzna), jak czyta ten wyziew ktoś, kogo absolutnie i nie lubię, i nie szanuję, a emfaza z jaką wiersz jest deklamowany skręca kiszki nawet robakom podgryzającym truchła w trzech sąsiednich kwaterach cmentarza. Wówczas dociera do mnie, jakie by to było nierozsądne. No i raz-raz, do refleksji, czy i dlaczego muszę współdzielić jedno społeczeństwo z ludźmi, którzy wrzucają drobne do fontanny w centrum handlowym, i do rozbioru tej myśli - czy jest prawicowa, czy lewicowa azaliż?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-6239753567316135659?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/6239753567316135659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/11/radosc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6239753567316135659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6239753567316135659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/11/radosc.html' title='Radość'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-5175888361650387017</id><published>2011-11-05T20:07:00.002+01:00</published><updated>2011-11-16T09:52:42.755+01:00</updated><title type='text'>stan krytyczny</title><content type='html'>Ze wszystkich stron przeszywa mnie lęk. Jest nieprzenikniony i niepoczytalny. Rzeczy mgliste.&lt;br /&gt;Edit.&lt;br /&gt;Nie, nie, to jest po prostu sanatorium. Haha, trzeba się odciąć od życia społecznego, w wolnym tłumaczeniu - podjąć autoterapię antyalkoholową. Sowieckie kino, czarna herbata, michałki w czekoladzie, pełen oddech.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-5175888361650387017?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/5175888361650387017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/11/stan-krytyczny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5175888361650387017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5175888361650387017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/11/stan-krytyczny.html' title='stan krytyczny'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-2093317141488771</id><published>2011-09-14T12:22:00.001+02:00</published><updated>2011-09-14T13:20:50.643+02:00</updated><title type='text'>Tu jest sowiecki sojuz, tu jest tylko postęp</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;w mieście spotkań w poniedziałek, 5 września, spadł deszcz. w wyniku opadu w przejściu podziemnym zbudowanym bez logiki, przez łąkę, na placu społecznym,powstał zalew. jego objętość i głębokość była zmienna, ale wystarczająca, by dostarczyć wiele radości rowerzystom, dużo mniej pieszym; choć i o pieszych zadbano, układając trytwę z europalet. dziś, w 9. dniu istnienia jeziora, które domagało się już reformy kartografii, nadania nazwy i oznaczenia na planach modrą płaszczyzną do tego celu przewidzianą, Dzielne Służby zarządu przejść podziemnych wyciągnęły liście z kratki. i zabawa się skończyła. europalety odjechały w nieznanym kierunku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-2093317141488771?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/2093317141488771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/09/w-miescie-spotkan-w-poniedziaek-5.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/2093317141488771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/2093317141488771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/09/w-miescie-spotkan-w-poniedziaek-5.html' title='Tu jest sowiecki sojuz, tu jest tylko postęp'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-5540043423153386219</id><published>2011-08-15T16:09:00.104+02:00</published><updated>2011-09-07T11:11:08.555+02:00</updated><title type='text'>Jadąc do Babadag</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Po dwóch jednodobowych pobytach na Węgrzech w ciągu 10 dni stwierdzam po raz kolejny, że w Trianon obeszli się z nimi zbyt łagodnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Od początku&amp;nbsp;zaś&amp;nbsp;- to było tak:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ja nie wiem, dokąd dokładnie jadę, gdzieś za&amp;nbsp;Katowice. Ja jestem spod Poznania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No, ale ruszasz się też czasem gdzieś indziej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A, tam, będę się tłukł po tym zasranym kraju, jak gówno w przeręblu.&amp;nbsp;A&amp;nbsp;Ostrawa?&amp;nbsp;Ostrawa&amp;nbsp;to nie mam pojęcia, gdzie to jest.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Moja żona jutro rodzi, dobrze dobrze. Napijemy się. A ja to muszę odpocząć jak ją wezmą do szpitala, bo ja mam jeszcze jedną robotę, wiesz. Odstawiam tira i gram na weselach, a jutro sobota.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ale może chciałaby,&amp;nbsp;żebyś&amp;nbsp;był przy niej? Nie można tego odwołać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A tam, to są babskie sprawy, a tu parę groszy wpadnie, teraz są ciężkie czasy. Do Ostrawy tam, tam prosto. A ty, dupę jakąś masz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Dźi tom, do jokiejś Ostrowy mindzy Pepiki. Ja do Zabyłkowa. Śiodo? Se przez Odre dalej piszo przylyzie, tam jaka bana jyździ.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A palisz pan? Można w aucie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Jo mom pylice płuc, co mi po szychcie na grubie została, ale pal, pal.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Noc. Beskid Czadecki, Imperium ślimaków bez skorupy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A ty jesteś pewien, że na Koszyce to do Rumuńska nie jest szpatna droga?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Chcę Tatry zobaczyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Aaa. My tylko do Martinu, to tu jest pierwsze miasto za Żyliną, nic się nie przejmuj że tam taki burdel z tyłu, my tylko tej nocy z żoną i córką&amp;nbsp;przyjechaliśmy&amp;nbsp;z Chorwacka, jakie tam słonko, woda, wino. Słoweńsko drogie, diabli to euro nadali.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A nasze góry by ci nie wystarczyły? Tatry są krasne bardzo, Niskie Tatry też. My się tu zatrzymamy zaraz za Rużomberkiem, w szkole żeśmy zawsze żartowali, że to takie śmierdzące miasto, bo tu jest wiesz, fabryka celulozy. Widzisz, tamę postawili, wołają na to Słowackie Morze - jaki kraj, takie i morze. Może zjesz haluszki? Nie wiesz, co to haluszki?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Nie wiem. Z mięsem to jest?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Kluseczki z bryndzą i słoniną. Jak chcesz, można i bez słoniny, ze śmietaną. Zamawiamy? Ja bym nie mogła być wegetarianką, patrz jaki mi sznycel śliczny niosą. Jadę do Szczyrby na leczenie, mam astmę, a ten mi tu znowu kopci! Ech. Dobre haluszki? To prezydentom podają na zamku w Bratysławie, jak któryś przyjedzie. Masz tu morele na drogę. A ty tam w tym Rumuńsku jakąś frajerkę będziesz odwiedzać?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Nie. Zapłacę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Zdenek, on chce płacić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No, jeszcze czego, zabieraj bo łapy poprzetrącam. Ty masz do Rumuńska dojechać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Dziękuję. Bardzo mili z was ludzie, niespotykanie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No, ciesz się. Więcej już takich nie spotkasz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Do Miszkolcu albo Debreczyna? Czy ja wiem... Raczej się chcieliśmy kłaść spać już, zaraz zmierzch.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ale to się pan musi do Koszyc wrócić, tu nic nie ma. Państwo z Wrocławia?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No, z Dolnego Śląska, ale z tej części, która należy do diecezji kaliskiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ahhhm... No więc jak? Do Warny pan musi przez Bukareszt. Tu, o tu, jest teraz autostrada, pana mapa jest stara. Związek Radziecki już nie istnieje, jest pan tego świadom?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Dobra, no to jedziemy. Matko Boża, tak na ciemną noc...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Niech się pan uspokoi, jest 19.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Dobra, dzieciaki, przeżegnać się i jedziemy. Tam pan siada, tylko ten koszyk proszę sobie między nogi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Wiezie pan małosolne do Bułgarii?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A co? Kupimy forinty. S się czyta jak sz, pamiętam bo był taki facet List a czytało się Liszt. Franciszek Liszt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ferenc, nie Franciszek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ja tam naszych świętych wyznaję. Matko, 90 kilometrów w tę noc... To pojedziemy do tego Debreczyna. Gdzie tu jest centrum, hotel? Chyba będziemy spać w samochodzie. Ile to zmartwień, nawet nie połowa drogi. A może to lepiej tak pomału jechać. Dzieci, zaśpiewamy razem coś żeby za kierownicą nie zasnąć?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- "Poszła Karolinka do Gogolina...". Coś słabo, dzieciaczki? Mama?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- To może ja? "...anielski orszak niech twą duuuszę przyyyjmie..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ale pan ma poczucie humoru, wie pan co.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Dobra, to ja tu wysiądę w centrum. Przy wylotówce pewnie będzie jakiś motel, szczęść boże.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Koniec katolicko-klimatyzowanego koszmaru. Forinty, piwo, camele, krzaki, namiot. Paliałdwarok to dworzec?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Cześć Polactwo! Lubię robić niespodzianki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No co jak co, ale na dworcu w Oradei się nie spodziewaliśmy pana. Fajnie tu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Jak w Przemyślu, tylko są tramwaje. Przyjechałem stopem z miłym Węgrem, wyobrażacie sobie? Opowiadał mi o rozbiorach i o tym, że oni krzyżują mapę Korony Świętego Stefana w kościołach, kazał nie jechać nad morze. Co robimy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Autogara, pekaes, jedziemy w góry. Taka jura częstochowska, tylko większa. A ty potem co?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Retezat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Wiesz, że to wielkie góry? Dasz sobie radę?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Pewnie. Nazwa mi się podoba. Na wycieczkach tego typu homoseksualizm&amp;nbsp;pozostaje&amp;nbsp;odwieszony na kołku w przedpokoju.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Dupa fiskalizacja tranzakcja anulacja trululul. Wspaniały język.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Dżem. Bułki. Ser, można ukroić pół? Cztery marsy. Woda. Piwo. Mapa jest?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Mapa? Tam stoi, przed sklepem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No ale żeby zabrać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A skąd tam. Tam prosto, do góry.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Halo, halo. Stój. Mi w sklepie, magazin, powiedzieli że ty idziesz przez wieś. Nie idź w żaden las spać, dziki, ursusy, u mnie jest miejsce, jest wygódka. Już, już, kobyłę zabiorę. Uh, muszę zapalić, cigaret. Namiot zamknij, kort, bo ci koty nawłażą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ty tu sama, singul?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Sama. Starość na wsi. Mąż umarł, mort, czterech synów, do Italii pojechało pracować, labore. Bieda w Rumunii, a góry wysokie, mare. Tam prosto schronisko, kabana, ale jak daleko? Ja tam nigdy nie byłam. Daj jeszcze papierosa, widziałam, że masz dobre, madziarskie. Uh. Jeść będziesz? Chleb, mięso, karne, chcesz? Ja patrz jaka się na starość zrobiłam gruba.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ach. Tylko wody gorącej, apa kalda, do termosu możecie wlać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Już już. A 10 lei na papierosy byś mi nie zostawił? Ja tu sama, singul.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;No dobra, na co mi pieniądze w tej dziczy. Herbatę zalała zimną. Jeszcze chyba nie dotarły tu takie nowinki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Cześć. Mówicie po&amp;nbsp;angielsku? Zamokły mi papierosy w górach, i telefon też. Popełniłem straszliwe przestępstwo przeciw narodowi rumuńskiemu, spałem w parku narodowym na turni, ja pierdolę, jak tam było zimno. Macie tytoń? Tu jest super, wszystko jest, mamałyga i piwo. Skąd jesteście?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Z Rumunii, ale tam są nasze przyjaciółki, Niemki. Zakochały się w Karpatach, przyjechały trzeci raz. Idziemy szukać kempingu w dolinie, tu&amp;nbsp;już&amp;nbsp;nie ma miejsca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Mogę iść z wami?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Mają busa. Jedzą arabskie chlebki z pasztetem sojowym. Zbierają kiepy do słoika. Rano grzecznie wszyscy wdeptujemy w krowie placki, zostawione przez stado z dzwoneczkami. Jest pięknie. Zbieramy śmiecie z pobocza w czasie postoju, ruch wahadłowy spowodowany przebudową drogi pod auspicjami&amp;nbsp;żółtych&amp;nbsp;gwiazdek na niebieskim. Zostawiam maila, którego nigdy nie użyją.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No więc Rumunia dzieli się na województwa, i ja sprzedaję herbatę do marketów w 12 z nich, Timiszoara, Arad, Dewa, bardzo duży obszar.&amp;nbsp;Głównie&amp;nbsp;do supermarketów, takich przedstawicieli jak ja jest na okręgi kilku. Nasze herbaty są dobre, z Cejlonu, brytyjskie marki. Ja zbieram zamówienia i przekazuję dokumenty do hurtowni. O, spójrz, jeszcze 160 kilometrów. Firma dobrze prosperuje, ma centralę w Bukareszcie, rumuński rynek jest duży, ale cały czas niedoceniany. Kiedyś ludzie w Aradzie pracowali głównie w kombinacie chemicznym. Popatrz, to on: nie działa już kilka lat a cały czas docierają tam tramwaje podmiejskie, widocznie jeszcze się nie dowiedziały, że nie ma po co. Ja wolę swoją pracę, nasze herbaty są ładnie wyeksponowane, zwłaszcza w Bomi. Tak, zawiozę cię na koniec miasta, tam jest centrum handlowe. Może masz chwilę, żeby wejść i zobaczyć moje herbaty na półkach? Zwróć uwagę na Ahmad: droga, ale aromatyczna. Spieszysz się? No to szerokiej drogi! Tu jest moja wizytówka - jakbyś chciał kiedyś zapytać o Rumunię, albo o herbatę...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Out!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Tu? Mam wysiąść na autostradzie? Zawieź mnie w jakieś bezpieczne miejsce. Gdzie jest ten obrzygany Budapeszt? Przecież to jeszcze daleko. Tu nie wysiadam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Out!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Kurwa, obraziłeś się czy co? Jak ja mam zleźć z tej drogi?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Out!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Dobrze, owszem, zdrzemnąłem się chwilę i nie zabawiałem go rozmową, ale on ani słowa w innym niż węgierski. Kurwa. 6 kilometrów do zjazdu. Zatrzymuje się następny, drze się po madziarsku i daje mi w mordę. Co za kraj.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Rano wsiadam w pociąg. Wysłucham mniej historii, wypiję więcej piwa, przesiądę się milion razy, będę spać bez ryzyka pobicia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Tak, Trianon to dla nich mało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-5540043423153386219?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/5540043423153386219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/08/jadac-do-babadag.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5540043423153386219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5540043423153386219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/08/jadac-do-babadag.html' title='Jadąc do Babadag'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-5052450390567806864</id><published>2011-08-02T01:40:00.003+02:00</published><updated>2011-08-02T09:22:58.465+02:00</updated><title type='text'>true love</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Przecież prawdziwa&amp;nbsp;miłość&amp;nbsp;to&amp;nbsp;jest&amp;nbsp;właśnie to uczucie, którym darzymy polskich farmaceutów. Gdy przychodzisz z karteczką 'lek na moje&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Intymne&amp;nbsp;Schorzen&lt;/span&gt;ie', kładziesz&amp;nbsp;ją&amp;nbsp;bezszelestnie&amp;nbsp;na ladzie, a&amp;nbsp;zamiast&amp;nbsp;fachowej&amp;nbsp;pomocy&amp;nbsp;obdarzony zostajesz okrzykiem: 'na Pana&amp;nbsp;Dyskretną&amp;nbsp;Chorobę nic&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;mamy'. O, tak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Przykrzące się&amp;nbsp;opuszczanie domu kompensuję planowaniem podróży. Jak już wychodzić, to na całego, w siną dal. Czy to rodzaj autyzmu - nie umieć wyjść po bułki, a móc wyjechać w dziwne miejsce oglądać doskonale&amp;nbsp;spamiętane&amp;nbsp;z nazw miejscowości,&amp;nbsp;jedną po drugiej,&amp;nbsp;i góry, pasmo po pasmie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Zawsze podziwiano moją zdolność zapamiętywania rzeczy nieistotnych. Może da się na tym zarobić&amp;nbsp;pieniądze?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;'Kuglarz nad kuglarze zapamięta każdą bzdurę!' 'Na co dzień przyzwoity, schludny, robotny'.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Ech, te ciągłe&amp;nbsp;przebieranki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-5052450390567806864?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/5052450390567806864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/08/true-love.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5052450390567806864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5052450390567806864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/08/true-love.html' title='true love'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-6645419085575808738</id><published>2011-07-27T11:43:00.002+02:00</published><updated>2012-02-04T13:55:23.377+01:00</updated><title type='text'>Zawsze będę podróżować 0P</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;0P to tramwaj ważny w moim życiu, choć nieutulony jest mój żal za jego shadow wersją, czyli nocnym 40. W 40 każde dwa krzesełka miały swoją osobną imprezę. Ale 0P uczy i bawi, jeżdżąc uporczywie w to swoje graniaste kółko. Dziś oznajmiło, że 'PiSu boją się złodzieje i łapówkaże' (pisownia oryginalna), wczoraj orzekło, iż 'nie ma kto wypierdolić Katarzyny Bogulewskiej'.&lt;br /&gt;Bogulewska, łączę się w bólu. Umieram z ciekawości, co dzieje się w 0L.&lt;br /&gt;Odchodzi lato. Jeszcze wcale to lato nie wybuchło, nie powaliło skwarem, nie wyprażyło trawy do cna. A już gaśnie. Wieczorne powietrze nie pachnie stęchłym, letnim kurzem, poranki moczą rosą, insekty nie buzują chmarami w ciężkim zaduchu. &lt;br /&gt;Nie będzie już nigdy takiego jak kiedyś lata? Że upał nad robiniami stał przez trzy tygodnie w niewzruszonym spokoju, a świerszcze nie dawały zasnąć aż do pierwszej, drugiej, gdy w końcu robiło się nieco chłodniej? Nie będzie?&lt;br /&gt;Niedługo zastanie mnie zima, a mieszkanie niegotowe. Ale może się uda, używam wkrętów metalowych firmy wkręt-met.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-6645419085575808738?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/6645419085575808738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/07/zawsze-bede-podrozowac-0p.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6645419085575808738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6645419085575808738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/07/zawsze-bede-podrozowac-0p.html' title='Zawsze będę podróżować 0P'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-1886938325283118352</id><published>2011-07-25T22:18:00.006+02:00</published><updated>2011-07-26T11:11:53.783+02:00</updated><title type='text'>fuck you</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;fuck you.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Po prostu się&amp;nbsp;wszyscy&amp;nbsp;pierdolcie. Jak bardzo kocham postęp tak nienawidzę przeniesienia się całego homoseksualnego życia do internetu. Haha, chłopcy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;***Dr Jekyll: 'Jeżeli szukasz tylko seksualnej przygody, to źle trafiłeś. Wierzę, że znajdę uczucie które pozwoli mi cieszyć się każdym dniem spędzonym z tobą'.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;***Mr Hyde: 'Ulubione w łóżku: bareback, bondage, s&amp;amp;m, rimming'. Nie ma opcji 'fisting' ani 'pissing' do wyboru.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Dlatego właśnie pedalska pikieta to lepsze miejsce. Przedłużone spojrzenie, jakieś 8 do 10 sekund na podjęcie decyzji,&amp;nbsp;krótki&amp;nbsp;dialog:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- to gdzie idziemy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- tam jest niezłe miejsce koło bramy, za fontanną.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Jest tu choćby szczelina, żeby wścibić uczucia? Nic nie ma.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=qqXi8WmQ_WM"&gt;Feelings are gay.&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;A ci fanatyczni miłośnicy rimmingu to w życiu cukierka nie zjedzą co spadł na podłogę, bo bl&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;e. Boją się pająków i siedzą w kolejce do przychodni całymi dniami na bóle. Tak, tak, doskonała kolejkowa komitywa: stare moherówy i ciotki. Naprawdę, dajcie mi wszyscy święty spokój.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-1886938325283118352?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/1886938325283118352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/07/fuck-you.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/1886938325283118352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/1886938325283118352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/07/fuck-you.html' title='fuck you'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-4778131874688649145</id><published>2011-07-19T00:14:00.011+02:00</published><updated>2011-07-26T14:04:42.530+02:00</updated><title type='text'>powoli</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;W 1889 roku miasto [Żyrardów] odwiedził szach perski. To musiało być piękne przecież wydarzenie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Do rangi symbolu urasta los biskupa Chryzostoma ze Smyrny, któremu w czasie linczu obcięto uszy, nos i ręce, a oczy zostały wydłubane nożem. Nie, nie, żadne średniowiecze, 1923 rok.&amp;nbsp;Każde stadium rozwojowe kleszcza - larwa, nimfa i imago - musi raz wyssać krew kręgowca, aby móc się dalej rozwijać. Narody niczym się nie różnią od kleszczy. W końcu trudno być człowiekiem, ale najciężej - Grekiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Ja się przygotuję na odwiedziny siebie samego, pozbawionego lenia i depresji. Iście rooseveltowskiego new deal w moim życiu opus pierwsze: umyłem podłogę, i to nawet pod łóżkiem. Zawsze bowiem byłem wszechstronny niczym Napoleon; gdy pierwszy raz jechałem metrem, to nie tylko&amp;nbsp;pierwszy raz jechałem metrem, lecz także&amp;nbsp;pierwszy raz jechałem metrem bez biletu i&amp;nbsp;pierwszy raz zgubiłem się w metrze. I tak dalej. Dzięki temu nikt nadal nie odkrył mojego sekretu: opuszczam biuro, i podczas gdy współpracownicy wespół w zespół z przełożonymi myślą, że wyszedłem załatwiać ważne Sprawy - przecież jestem tak wszechstronny, muszę mieć Sprawy - ja udaję się do toalety z oknem. W łazience&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;z oknem&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;zajmuję kabinę&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;z oknem&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;, sadowię zad na przymkniętym klozecie starając się nie&amp;nbsp;pamiętać&amp;nbsp;o ohydzie poskręcanych pod deską włosów łonowych, które wykrzykują mi prosto w oczy jak ohydną rzeczą jest społeczeństwo i przypominają, jak pożądaną trymer. Korpus formuję w&amp;nbsp;stelę&amp;nbsp;na parapecie i zastygam na trzy kwadranse w południowej drzemce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Śni mi się wówczas pouczająca dykteryjka o tym, że nie wolno się wiązać z ludźmi, którzy naśmiewają się z naprawdę ważnych Spraw,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;naśmiewają się z&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;hołodomoru&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;i&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 15px;"&gt;porajmosu&lt;/span&gt;. &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;To jest prosty senny scenariusz, zwykłe wspomnienie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-4778131874688649145?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/4778131874688649145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/07/w-1889-roku-miasto-zyrardow-odwiedzi.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/4778131874688649145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/4778131874688649145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/07/w-1889-roku-miasto-zyrardow-odwiedzi.html' title='powoli'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-4811408168923785829</id><published>2011-04-03T13:07:00.011+02:00</published><updated>2012-02-08T08:55:45.773+01:00</updated><title type='text'>zmiana</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;W trzy ostatnie miesiące się Rubikonów ponaprzekraczałem dziesiątkami. Żeby zdefiniować nienawiść, wyprowadziwszy ją z aberracji uczucia i oddania, a potem znaleźć się z powrotem w tym samym miejscu. Żadna z tego dla mnie nie płynie i tak nauka, słodki naiwniaczek: znowu się zaraz w coś wpakuję na pewno, oszukując się, że tego właśnie pragnę. Dla bezpieczeństwa może lepiej nie wyjdę dziś z sypialni?&lt;br /&gt;W najbliższym czasie przeprowadzę wielką chodnikową aukcję rzeczy, które zostały u mnie porzucone przez ludzi, którzy zrobili mnie w butelkę. Nostalgia, uczucie które wcześniej mnie konstytuowało, całkiem zanikła.&lt;br /&gt;Dobra, reset, szukamy dalej. Kurewsko jesienna ta wiosna. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Zacytujmy epistołę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Jestem zdumiony i zadziwiony tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, w mojej głowie, w moim otoczeniu.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Muszę teraz podjąć decyzję, co mam robić ze swoim życiem, i nie tylko. W zaistniałej sytuacji każde wyjście przyniesie komuś cierpienie. Poczyniłem kroki i decyzje – sam, nie przymuszony – wziąłem na siebie odpowiedzialność. Teraz muszę ponieść ten krzyż. Jeśli ktoś zawinił, to tylko ja, zatem tylko ja mogę teraz cierpieć.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Może nawet nie będę lodowaty. Muszę skupić się na pracy, pchać nasze życie do przodu, uporządkować setki spraw. Nie mogę dać temu rozwiązaniu żadnej gwarancji trwałości.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Moim największym wrogiem jest alkohol. Piję non stop, dużo za dużo, i gadam, i robię rzeczy, których się wstydzę i błagam, żeby nigdy nie musieć o tym nikomu opowiedzieć. Kłamię i plączę się w swoich kłamstwach. Potrzebuję waszej pomocy, żeby nie pić. Żadnego niewinnego piwka. Pomóżcie mi. I powstrzymajcie, gdy będziecie widzieć, że idę prosto w przepaść.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; I nie plotkujcie o tym wszystkim, nie zróbcie z tego towarzyskiej nowinki listopada; nie czyńcie dwu- lub wieloznacznych uwag, żadnych głupich spojrzeń, żadnych docinków. Zachowajcie sobie w czułej pamięci całą tą historię i tyle.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Biorę to na bary i idę do przodu, nic innego nie wymyślę. Czas pokaże, co jeszcze da się zbudować na tak gównianym fundamencie.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Przepraszam za formę; taki nam teraz nastał ponury czas, że facebook jest areną życiowych przełomów i konfesji.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Ratunku!&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;List przeczytać, spalić, wymazać.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; Dziękuję wam za to, że mnie nie potępiacie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Uściski.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Tak, tak, ale to było dawno, 2011 rokiem pasożytów na skórze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-4811408168923785829?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/4811408168923785829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/04/zmiana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/4811408168923785829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/4811408168923785829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/04/zmiana.html' title='zmiana'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-8978286168497158086</id><published>2011-02-07T13:34:00.089+01:00</published><updated>2012-02-09T00:28:24.628+01:00</updated><title type='text'>Józef</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Józef siedzi ze mną w autobusie, on od okna, ja od przejścia. Ja zachowuję się najokropniej na świecie, zdaję sobie z tego w pewnej chwili sprawę. Słucham muzyki w słuchawkach podśpiewując po angielsku, gram w węża na komórce, na postoju w połowie drogi palę papierosa za papierosem, kupuję w kiosku skittlesy czerwone, marsa, koka kolę 0,5. Niezrozumiała jest dla właściciela kramu moja wzgarda względem kostek cukru podanych do kawy na osobnym spodeczku, uśmiech pod wąsem pobłażliwie kwituje moją minę na widok wygódki. Dzwonię na chwilę do matki rodzicielki, bo zapomniałem tego zrobić wcześniej, i upewniam o mojej doskonałej kondycji. Robię kilka zdjęć ogólnego rozgardiaszu,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;wiszących w dymie płatów mięsa,&amp;nbsp;dokonuję nieudanych prób portretów z biodra. Wracam do autobusu: mam na sobie tylko t-shirt, a tu zaczyna padać śnieg.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;br /&gt;Przejechaliśmy na pewno już ponad sto kilometrów, wszędzie dookoła góry, dawno na dole zostało to wielkie, straszliwie jazgotliwe miasto. Mieszanina woni, arabskich okrzyków i bydlęcych stęków, mnóstwo rąk naruszających moją cielesność na dworcu autobusowym. Nie mam zielonego pojęcia, jak z tego dworca skorzystać. Tłoczą się wszędzie wokół mnie. Odpowiadam na zaczepki łamaną francuszczyzną, ktoś wciska mi kolorowy kwitek, inny coś szybko na tym kwitku pisze, wlecze mnie za ręce, zabiera bagaż, każe zapłacić, jeszcze następny prowadzi do rozklekotanego busa podpisanego ورززات, którego nigdy sam bym nie znalazł. Wciska w fotel koło Józefa i każe siedzieć. Czuję się osaczony, ale powoli się przyzwyczajam. Przez autobus przewija się tłum apostołów głoszących prawdę o Allahu, dzieci sprzedających lizaki i chusteczki higieniczne, żebraczek. Nikt nie ma zamiaru mi powiedzieć, że odjazd nastąpi za, bagatela, półtorej godziny. Smród dusi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na ten śnieg i chwilkę się zamyślam nad tym, że jeszcze rano przed śniadaniem poszedłem pływać w oceanie. Teraz jesteśmy w górach wysokich, gołych i dzikich. Strzeliste ściany zamykają perspektywę przełęczy ze wszystkich stron. Brudna tabliczka podaje nazwę miejsca i wysokość: 2200 metrów nad poziom oceanu. Kierowca rozdaje wszystkim foliowe worki i jedziemy. Nadchodzi zmierzch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, to bardzo dziwne. Jestem jedynym Europejczykiem w tym wehikule, czuję jak autobus skręca na serpentynach pnąc się z mozołem pod szczyty gór w zupełnej ciemności. Rzygać najpierw zaczynają dzieci, później ich babki i matki, na końcu kilku młodych chłopaków. Nie wiem, co się dzieje; Józef też rzyga. Podaję mu wodę i chusteczki, patrzy na mnie z odrobiną zawstydzenia w oczach, wtula głowę w fotel. Smród, wcześniej słodkawy i niezbyt stanowczy, teraz wypełnił się kwaśną treścią żołądków i staje się nieznośny. Po kolejnych godzinach zjeżdżamy z gór, niebo rozświetlają gwiazdy, księżyc oświetla wielką, pustą, suchą przestrzeń; próbuję wgapiać się w dal. Gastryczność współtowarzyszy podróży przestaje im wreszcie doskwierać, w końcu są w domu. Sahara. W ciemności ich czarne berberyjskie twarze oświetlają niezdrowym błękitem ekrany telefonów, na których uporczywie piszą esemesy od prawej do lewej. Zaczynamy rozmawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Józef jest ode mnie młodszy, ma 22 lata, piękną cerę, kręcone włosy i oszałamiające zęby. Ubrany według lokalnej mody w galabiję i najki. Studiuje w szkole filmowej i właśnie po raz pierwszy w życiu był po drugiej stronie gór. Zachwyciła go roślinność (według mojej miary więcej niż skąpa), ilość ludzi, ilość kin. Marzy, by zobaczyć Paryż i chciałby w nim pracować, robić filmy. Bawi mnie jego angielski, on zwija się ze śmiechu gdy ja usiłuję mówić po francusku. Razem idziemy ulicami miasta, niebo jest bardzo czyste, powietrze bardzo ciepłe, choć jest koniec stycznia. Jego dwudziestoosobowa rodzina mieszka niedaleko, kilkadziesiąt kilometrów, w oazie daktylowej. Józef jeszcze odprowadzi mnie pod drzwi hotelu Royal przy głównym placu, uśmiechnie się nieśmiało, pokiwa głową z niedowierzaniem na me słowa, że w moim mieście jest w tej samej chwili 15 stopni mrozu. Wreszcie z błyszczącymi oczami zapyta mnie, jak wygląda morze, a ja poczuję się najdziwniej w życiu. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Bije z naszej rozmowy serdeczna, prawdziwa intymność; jako muzułmanin nie jest wcale zdziwiony, gdy na pożegnanie postanawiam potrzeć moim policzkiem o jego policzek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadę nazajutrz między te daktyle. Szosa wiedzie przez oszałamiającą piaszczystą pustkę, poprzecinaną głębokimi wąwozami efemerycznych rzek. W oddali widać obsypane śniegiem góry, przyczynę niedoli podróżujących autobusem, które wyglądają jak wzór gór z Sevres. Jest mi niesamowicie gorąco, ale nie mogę zdjąć chusty z głowy, piach jest drobny i wszędobylski. Podróżuję starym mercedesem, który w tej części świata pełni funkcję grand taxi - stoi na pylistym placu pod kinem "Sahara" i czeka, aż uzbiera się odpowiednia liczba pasażerów. Trwa to całe przedpołudnie; wreszcie ruszamy, w aucie jest siedem osób i kilkadziesiąt kilo naci z pietruszki. Przy każdym zakręcie przechylam się w stronę młodej kobiety, wyraźnie czując jej kwaśną woń i drżenie wywołane obyczajową trwogą: biały mężczyzna pociera udem jej udo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu już nie ma co cwaniakować, zachodnie słodycze i koka kolę zastępuję daktylami, pomarańczami i słodką miętową herbatą. Mają też fenomenalny wybór orzechów w kolorowych cukrowych lub korzennych posypkach, nasypywanych brudną łapą z wielkiego kosza w rożek z gazety. Po wyjedzeniu orzechów spoziera ze zdjęcia utłuszczony królewski majestat Mahometa VI. Jest dzień targowy. Idę przez tę oazę całymi godzinami, gaj palmowy daje mizerną ułudę cienia. Wszyscy zmierzają w drugim kierunku, na suk. Mężczyźni na osłach, rowerach, pierdzących skuterkach, dwukółkach, wewnątrz lub na dachach ciężarówek. Kobiety na pieszo, otoczone gromadką dzieci, z pouwieszanymi na szyjach i plecach niemowlętami. Wszyscy zgodnie targają za sobą jakieś płody na sprzedaż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Groble wiją się między poletkami, pasmo górskie na wschodzie zakrzywiło się i przestało być wyznacznikiem kierunku. Domy są zbudowane z gliny, z wnętrz bije piwniczny chłód. System melioracji jest wspaniały, w kwitnących sadach uwijają się w błocie umorusane dzieci, szturchając patykami kijanki. Charczącą arabszczyzną przegania mnie ze swojej działki jakaś zgarbiona kobieta, która w wodzie po kostki sadzi ryż. Wygląda na taką, która już nigdy się nie rozprostuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgubiłem się, cholera, w tym oceanie wątłych chałup. Na szczęście po półgodzinie dochodzę do szosy, jedzie ciężarówka. Kilku wyrostków pomaga mi się wdrapać na dach, odszukuję stosowną monetę, jadę przez te szczęśliwe wertepy i czuję się bosko. Ciekawe, który to dom Józefa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę sobie o nim jeszcze później, gdy po raz kolejny stanąłem nad oceanem. Cholernie życzę mu, żeby kiedyś naprawdę trafił do tego Paryża. Tymczasem trzeba zebrać z kamienistej plaży manatki i udać się w stronę domu. Śpiewnie wypowiadam taksówkarzowi podniecającą, najpiękniejszą i egzotyczną nazwę stacji kolejowej: Casa Voyageurs. Casa Voyageurs!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samolot startuje z małego lotniska na dziwnym płaskowyżu, upstrzonym wyschniętymi słonymi jeziorami. Już się przyzwyczaiłem, że nie ma Europejczyków, bardzo mnie to cieszy. Jeszcze nie wiem, że z pociągu kuszetkowego zabieram ze sobą na wycieczkę do Europy afrykańskie wszy. Gapię się na skały, którymi góry wdzierają się w morze, wkurwia mnie trzylatka na siedzeniu obok przyklejająca mi lizaka do włosów, wreszcie zasypiam. Budzę się w zimnej, mglistej i drogiej Brukseli, nie można nigdzie palić a byle kanapka kosztuje krocie. Tego chcesz, Józefie? Naprawdę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chcesz pokazać Józefowi Paryż, albo morze,&lt;a href="mailto:jeuzifouzine@gmail.com"&gt; napisz do niego.&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-8978286168497158086?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/8978286168497158086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/02/jozef.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/8978286168497158086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/8978286168497158086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2011/02/jozef.html' title='Józef'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-5056868270721908955</id><published>2010-12-19T01:07:00.001+01:00</published><updated>2011-07-25T14:52:07.936+02:00</updated><title type='text'>paternity</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Dziwię się, że jest w ogóle takie słowo. W języku biologii, bo w obyczaju i prawie jakoś łatwiej uznać jego istnienie. W biologii jest reproduktor, nie ma miejsca na uczucia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Uczucia to mają matki, są zasobnikami emocji, jak rezerwuary pitnej wody na rzekach grodzonych tamami. Matce wolno z reproduktorem zrobić dokładnie wszystko, najlepiej&amp;nbsp;zaś&amp;nbsp;starannie ścierać z niego skórne powłoki, po mikrometrze, jak lotne piaski czynią z antycznych rzeźb bezkształt - tak pozbawić go cech, wyróżników i immanentów. Wolno wyrzucić w jednej koszuli za drzwi, z dala od dziecka, a później na dobro tego dziecka się powołując przecie się mówi o odejściu, porzuceniu, wychowawczym niespełnieniu.&amp;nbsp;Jest to zemsta: podobno jadł pizzę. Jeść mu wolno tylko z dzieckiem, samemu nigdy!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Nie masz skuteczniejszej metody złamania człowieka nad psychiczną szykanę, dozowaną pomaleńku. Matka może stanąć naprzeciwko takiego i powiedzieć: ja będę cię teraz szkalować, ja ci teraz opowiem, jakie rzeczy najgorsze i ostatnie projektowałam na twój temat tym, których dawniej miałeś za przyjaciół, ja ci teraz w ślepia napluję, pod skórę jadem natryskam - ale stój ty! Nie garb się! Mi wolno, tyś nas zostawił.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;No przecież wyrzuciłaś mnie z domu, jak stałem!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Ty mi&amp;nbsp;uczyniłeś&amp;nbsp;najgorszą krzywdę, ja cię będę teraz niszczyć, zszargam ci opinię, zostaniesz jak palec sam i nikt cię nie pożałuje - ale ty! Ty mnie będziesz szanować, boś mi winien za mą niedolę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Ale ty mi nie&amp;nbsp;jesteś&amp;nbsp;do niczego potrzebna, nigdy więcej, po prostu. Ani twoje dobre, ani złe słowo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Teraz zamień każde wystąpienie w roli matki na rzeczywiste: wściekłej baby. Dziecko, naszprycowane słodyczami, otumanione kreskówką, łka cicho w kącie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-5056868270721908955?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/5056868270721908955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/paternity.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5056868270721908955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/5056868270721908955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/paternity.html' title='paternity'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-6056690973103499979</id><published>2010-12-18T19:10:00.007+01:00</published><updated>2011-04-09T13:13:00.876+02:00</updated><title type='text'>A jak oni tam umierali!</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="background-color: transparent; margin: 0px;"&gt;&lt;div id="internal-source-marker_0.5670666815713048" style="margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify; text-indent: 36pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To wszystko w czasach, gdy gorące, lepkie lipce końca lat dziewięćdziesiątych tłumiły baczność słodkim bzyczeniem miodnych pszczół. Poniżej lipowych koron, kwater ich buzowania, w ziemskim pyle ludzkość przedstawiała swe łatwe do przeoczenia dramaty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;Czarną serię rozpoczął trzydziestoparolatek, nieestetycznie &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;rozmazany na płasko na drodze krajowej przez dalekobieżną ciężarówkę, gdy po pracy wracał motorem do domu. Oprócz motoru miał jeszcze trzy, zdecydowanie nie tak hołubione, miłostki: brzydką krzywonogą żonę i dwóch synów. Gdy ojca zabrakło, oczywisty scenariusz zagrało życie. Wyrostki dosłownie wlazły matce na głowę, po ulicy zaczęły biegać nie kiełznane dobermany, a w gaiku za gimnazjum na głowach tłukły się z brzdękiem flaszki po prycie. Stara, przykuta do wiklinowego bujanego fotela znienawidzona świekra doświadczyła nie raz swądu papierosów gaszonych na płytce paznokcia. Powtórzy się już niedługo, gdy pokracznej matce już sił całkiem przestanie starczać, a młodzieńcy osiągnąwszy pełnoletniość drwić zaczną sobie w żywe oczy z zakonu, znana w sąsiedztwie historia: wdowa uzupełni galerię cieni Czarnych Matek. &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;Takich matek poznali już wcześniej trzy: przekleństwem dla każdej było, że urodziła syna. Chłopcy byli za młodu piękni, pewnie bystrzy. Nie zaznawały ustanku ich hulanki i popisy, nie przestawał wirować wianuszek dziewcząt - aż ich zżarła własna hardość.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;Pierwszy, z zawodu surwiwalowiec - umiał przynieść do domu zawsze coś do jedzenia, zazwyczaj gołębia lub rybę - pił nieustannie. Pił, a gdy matka wrzeszczała na niego jak na trzylatka, w odwecie łomotał ją starą po całym ciele aż trzeszczało; twarda z niej sztuka, nigdy się nie uskarżała. Wreszcie którejś nocy po prostu zmarła, okazało się, że na rozległego raka z przerzutami do wszystkich narządów. Dobrze jeszcze kwiaty nie uschły na cmentarnym pomniku, a jej wnuczkę przyłapano, jak w ciasnej wynajmowanej pakamerze obsługiwała z koleżanką na jednej pryczy czterech robotników z Gorlic, zatrudnionych przy remoncie szkoły.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;Matka drugiego wysiłkiem młodych rąk skrobała stołeczne cegły piwniczne ze starego cementu i organicznych śladów obu powstań, odbudowywała krajowi Warszawę. Pracowała ciężko dojeżdżając codziennie tam i z powrotem 90 kilometrów zatłoczoną koleją, do której szła godzinę przez pole i las. Wychowywała trójkę, trzymała te kury, te kaczki w mikrym ogródku upstrzonym malowniczą wieżyczką z klatek na pomieszkanie bożemu tałatajstwu. Warzywa rosły, i jeszcze nawet miejsce na psią budę dla łagodnego, starego wilczura się znalazło. Brała wnuki na kolana i - jak to przedwojenna matka - domagała się od swojego syna ślubu, choć sama rozwiedziona wiedziała, że małżeństwo to nie zawsze może być najlepszy interes. Syn zemścił się na niej okrutnie, powróciwszy po dwóch latach burzliwego związku i spłodzeniu córki na łono macierzyńskie. I kol&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;ejny jego związek rozpadł się z hukiem, gdy rozwódka, która przygarnęła go do siebie, zostawiła dom, dorastających synów; postawiwszy wszystko na jedną kartę wyjechała na zachód. &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;Matka była dlań winną każdego powinięcia stawianej byle jak stopy, ale bez szemrania przygarniała do strudzonej piersi, &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;by na starość oślepnąć i nie móc się doprosić swoich dzieci o umycie pleców. Zniedołężniała, trzymana w kuchennym fotelu, nigdy nie doczekała&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt; się w domostwie bieżącej wody. G&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;ził się przy staruszce&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;, gdy ociemniała, &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;z kolejną - w jednej izbie. Konkubina odeszła - więc pił przez miesiąc i rzygał przed siebie, tamta wracała, przyjeżdżała, ugotowała. Matka, idąc jak zwykle po omacku do kibla wedle węglowego pieca wylała&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt; na siebie&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt; w katolicką Wielką Noc gar gulaszu. Obudzony, jak łomotnął nią w to rozlane duszone mięso z sosem, jak wytargał za siwe włosy raz i drugi. Wylew rozległy, śmiertelnie zraniona dozgonna i niezłomna miłość czy przejmujące upokorzenie - zmarła za kilka dni, zabierając ze sobą księgę tajemnic brunatnych lat wojny, gdy nie sama umiejętnie lawirowała między żydowską, kacapską i nie wiadomo jaką jeszcze tożsamością.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;Dla synów los był łaskawy, obchodził się z nimi delikatnie jak Anglicy z kradzionymi pędami kauczukowca. Jednak nie dla wszystkich. Ten z początku ulicy, syn trzeciej Czarnej, a &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;brat smutnej blondynki, która w przebudowanym garażu świadczyła wyszynk z małą gastronomią,&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt; został znaleziony w wigilię zaduszony własnymi rzygami po denaturacie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: pre-wrap;"&gt;Wreszcie były i matki, którym dzieci udały się znakomicie, ale mężów sito opatrzności nie odsiało. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;Biedna krawcowa rodziła te dzieci, rodziła je dzielnie mężowi pijakowi. Mieszkali w dziwnym baraku: po lewej stronie wąskiego korytarzyka malutkie pomieszczonka, jedno na kuchnię, drugie na pierwszych troje dzieci, drugie na kolejnych czworo, trzecie dla krawcowej, staroświeckiej maszyny do szycia, rozpłodowego pijaka, no i dziada z babą - jego rodziców. A po prawej w klatkach tłuste nutrie hodowane na futro, na oko dla każdej zdecydowanie większy metraż niż dla członków ludzkiej rodziny po lewej. Gdy Ludowe Chiny zalewały gospodarki byłych demoludów swoimi pstrokatymi szmatami, a mąż zalewał się tak, że ani razu w tygodniu nie był w stanie iść do pracy, pozbawiona nadziei i niepotrzebna, nieszczęśliwa kobieta utopiła się w studni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;Inna położyła głowę pod szczeciński ekspres, i ta głowa skutecznie ucięta potoczyła się w rów, znacznie oddalając termin pogrzebu. Kto by zresztą wytrzymał mieszkanie w jednym domu z byłym mężem, który z nową, młodszą, obrasta w kolejne dzieci i dobrobyt nuworysza, bo w najlepszym momencie wstrzelił się z bengalskimi stanikami na Jarmarku Europa? Po latach musiał jednak i on zaprzestać dostojnego rytuału rodzinnego mycia samochodu na podjeździe w słoneczne soboty, gdy żonę - tę nową, młodą - oblali mu wrzątkiem koledzy ze stadionu, zadbawszy wcześniej o staranny knebel i przymocowawszy kablem do krzesła. Nie chciała powiedzieć, gdzie trzyma pieniądze, a niemożność samodzielnego ustalenia tego faktu wprawiła bandytów w prawdziwą furię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;Jeszcze jedna, młodo owdowiała, upchnięta po latach samotnego wychowywania córek w pokoiku na stryszku, zaprosiła gościa w wieczór, gdy panny po raz pierwszy samotnie wypuściły się na zabawę. &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;Dostała zawału uprawiając seks na drzwiach; zabił ją pierwszy po pewnie piętnastu latach orgazm. Córki na zawsze pozostały naznaczone nieszczęściem, &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;zięć niefortunnej kochanki powiesił się na drzewie którejś zimy, zaraz po nowym roku, właściwie nie wiadomo dlaczego. Podobno prowadził nie z tym co trzeba swe wcale intratne interesy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana,sans-serif; white-space: pre-wrap;"&gt;I nagle na głęboką wodę. Jak tu nagle taki czternastolatek, wychudły, niepewny siebie, labilny, ma iść do szkoły - szkoły średniej, i to jednak w mieście, dużym stołecznym, wyrwać się z tego ponurego zadupia we wstrętnym granatowym kardiganie w duży serek?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-6056690973103499979?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/6056690973103499979/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/jak-oni-tam-umierali.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6056690973103499979'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6056690973103499979'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/jak-oni-tam-umierali.html' title='A jak oni tam umierali!'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-6988536530746478866</id><published>2010-12-17T03:51:00.001+01:00</published><updated>2010-12-19T01:22:24.347+01:00</updated><title type='text'>cosmopolitan. feel like nyc.</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;Składniki:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;60 ml wódki,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;30 ml cointreau,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;30 ml soku żurawinowego,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;sok z połowy limonki,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;pół łyżeczki drobnego cukru&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;Szkło: kieliszek do martini (koktajlowy)&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;Przepis: Wypełnij 3/4 shakera lodem, dodaj wszystkie składniki i&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse;"&gt;dokładnie wymieszaj. Podawaj w schłodzonych kieliszkach do martini.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-6988536530746478866?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/6988536530746478866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/cosmopolitan-feel-like-nyc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6988536530746478866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/6988536530746478866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/cosmopolitan-feel-like-nyc.html' title='cosmopolitan. feel like nyc.'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-3360354100267108445</id><published>2010-12-04T23:15:00.000+01:00</published><updated>2010-12-19T01:22:07.550+01:00</updated><title type='text'>Nadeszła zima!</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Najpierwsza z cudownych właściwości radosnego odurzenia, czyli patologiczne niezważanie na postępujący rozkład struktur codzienności, pomału stygnie. Z fazy zapoznania, pierwszego uścisku, pocałunku i stosunku, poprzez fazę burzliwego romansu i euforycznego zakochania, dotarłem do ściany realności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Cały tydzień wdrażać będę demiurgiczny porządek w życie powszednie mas społeczeństwa, pracujących miast i wsi, przemierzających corocznie równiki kolei żelaznych w drodze do swoich szkół, urzędów i kombinatów. Dokładam uroczyście do mej kolekcji wydanie numer chyba ze piętnaście rozkładu jazdy kolei na półkę obok&amp;nbsp;starszych&amp;nbsp;kolegów, wwąchuję się w jego druk, opuszkiem macam wypukłości. Jestem współautorem tego dzieła i potrząsa mną radosne podniecenie. Ach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;A wdrażając kolumny cyfr będące wynikiem wspaniałej funkcji ruchu, ewokując kinetykę, nieznośnie tęsknię.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-3360354100267108445?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/3360354100267108445/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/nadesza-zima.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/3360354100267108445'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/3360354100267108445'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/12/nadesza-zima.html' title='Nadeszła zima!'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-1073223947086260605</id><published>2010-11-16T18:51:00.000+01:00</published><updated>2010-12-19T01:21:43.756+01:00</updated><title type='text'>Dobrze mi się chodziło w nocy z tobą po tych wszystkich tutaj rzeczach.</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ale tak dziwnie się czuję jak tu teraz jestem, i na te właśnie rzeczy z okna na wysokim piętrze patrzę. Bo mówiłem ci, ze to dla mnie nowa jest sytuacja, że to ja właśnie wracałem do tamtej małej mieściny zawsze, i tam się działo jakby nigdy nic ze mną potem. A teraz tu żyję i jakby jestem nie z tego świata, bo dotknąć już tego nie mogę, no bo jak z dziesiątego piętra.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Przecież wiem to wszystko, wszak też na wysokie piętro wlazłem a teraz jestem całkiem na dole. Wiem całkiem dobrze, co to jest za we mnie emocja.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-1073223947086260605?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/1073223947086260605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/11/dobrze-mi-sie-chodzio-w-nocy-z-toba-po.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/1073223947086260605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/1073223947086260605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/11/dobrze-mi-sie-chodzio-w-nocy-z-toba-po.html' title='Dobrze mi się chodziło w nocy z tobą po tych wszystkich tutaj rzeczach.'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7750178358441578342.post-2737707199479738175</id><published>2010-11-07T00:44:00.000+01:00</published><updated>2010-12-19T01:21:21.849+01:00</updated><title type='text'>Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Kiedyś, zamiast pisać, rysować kreski i dziadować sobie radośnie, postanowiłem być normalnym człowiekiem i mieszkać w czystym mieszkaniu.&amp;nbsp;To nie było zbyt mądre.&amp;nbsp;Potem nauczyłem się robić rzeczy, których nie umieją inni ludzie, i jednocześnie wstąpiłem do pedalskiej mafii. Ale z tym pisaniem i rysowaniem kresek byłoby mi chyba jednak wygodniej w życiu. Z samym sobą w sercu. W&amp;nbsp;międzyczasie konta google wyparły inkaust, i w finale znalazłem się tu.&amp;nbsp;To będzie bardzo miłe i ciekawe raz na jakiś czas napisać tutaj, o co chodzi w życiu, na świecie i mojej głowie, aż mi się znudzi, ha.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że męski kutas jest najbardziej zajmującą zabawką w świecie, w wieku jakichś dziesięciu lat, kiedy jak każdy chłopiec, oprócz biegania po dworze i zdzierania sobie kolan, zacząłem intensyfikować gmeranie we własnych gaciach i obserwować cudowną przemianę, jaka tam w wyniku mojej działalności następuje. Naturalnie, na płaskiej i nudnej nizinie mazowieckiej, w jednej z dziesiątek mieścin polski b, w której istotne wydarzenia to doroczny parafialny odpust i czwartkowy targ, odkrycie to niosło za sobą intensywne przeżycia duchowe połączone z poczuciem wyrzutu wobec bożej matki zawieszonej, według miejscowego stylu czwartoklasisty na rzemyku na piersi, w postaci owalnego medalika zatopionego w sercu z plastiku niezdarnie imitującego bursztyn. Dziwne pomieszanie katolickich uniesień, astronomicznych anomalii - wielka świecąca białym światłem kometa i zaćmienie słońca to były rzeczy, które bardzo na mnie działały - no i dziewiczych wzwodów to była trudna mieszanka, nadająca waleniu konia wymiar eschatyczny. Dopóty, dopóki jednak było to doznanie intymne, sam sobie dawałem przyzwolenie do eliminowania go z własnej świadomości. Wszystko do czasu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Nadeszły deszczowe wakacje, spędzane w jakichś Borach chyba Tucholskich pod namiotem, o zgrozo na obozie harcerskim. Poza kilkoma elementami paramilitarnej tresury, dostarczanymi przez umundurowanych frustratów, atrakcyjność polegała przede wszystkim na siedzeniu czy leżeniu na pryczach i gadaniu o świecie. Właśnie w momencie, gdy między dziecięce dyskusje o tym, czy matematyka jest trudna i co robi czyja mama, zakradać się zaczęły dygresje o cyckach i sikaniu we wzorki po śniegu. No i okazało się, że każdy, każdy jeden kocyk faluje przy zasypianiu. Ej, chłopcy, wspólne mycie w namiocie z miednicami, obłapianie się za ręce czy nogi, niby dla żartu. Wreszcie ten z sąsiedniego łóżka, gdy wszyscy już spali lub tylko udawali, a ulewa barabaniąca o brezent tłumiła dźwięki, wszedł pod mój koc, i zapytał czy mi stoi. Tak, stał, jemu też, macanki bez ejakulatu - to jednak jeszcze nie ten wiek. Żaden z nas nie wiedział jeszcze o co chodzi, ale atawistyczny pomysł na przykładanie tych dziecięcych fiutków do odbytu też się pojawił, choć bez szans powodzenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Doświadczenie z podbydgoskiego lasu trwało żywe, a jakże. Dziś po nazwisku mogę szybko chłopca namierzyć w necie, korzystając z okoliczności sprzyjającej, że w latach dziewięćdzisiątych się nie chlało, więc pamięć działała lepiej, a na koniec wakacji wszyscy - chłopcy, dziewczynki, nieważne, wymieniali się adresami. Nawet pisano później jeszcze jakieś listy o tym, że lata urok przemija, ale na szczęście w szkole od drugiego do czwartego września odpowietrzanie kaloryferów, trzy dni premii od losu. Zatem nazwisko, jak poskrobać w głowę w odpowiednim miejscu, też da się wygrzebać: jest ich na facebooku 59. Ten mój z lasu na szóstej pozycji, taka ciotka klubowa, tiszercik, włoski w górę, niezmieniony ani o jotę ryżoblond słowiański ryjek w nie nazbyt jednak inteligentnej minie; tej samej, co na naszym wspólnym zdjęciu na niszczycielu orp błyskawica. Za tło kuchnia jakaś, meble tanie z okleiną brzozową, baloniki, a ten przytula misia. Przytula, kurwa, misia!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;No i co by powiedział, jakby go teraz dodać do znajomych, zdziwienie, nie zdziwienie, tu jednak ja zmężniały choć nieco, wąsaty, chłop jak dąb po prostu przy tym chuchrze; nie do poznania. Wówczas jednak, jak już ten jeden - dwa listy o niczym się napisało, to był koniec. Ha, żaden nie miał telefonu w domu, okres seksualnego dojrzewania miał przypaść na tę straszliwą dziurę, w ten najczarniejszy czas (tak o tym myślę teraz), gdy już nie komuna, już mami pstrokato i świeci, ale jednak ten kapitalizm na razie w postaci chińskiej tandety u ruskich na bazarze przede wszystkim się objawia. Gdy już dochodzi z dalekiego świata echo tych cudów, tych komputerów i gsm-ów, ale tu w tej dziurze nadal kolekcjonuje się gry planszowe z "Kaczora Donalda" i przechowuje z nabożeństwem na zaś jako szczyt wysublimowanej rozrywki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Podarty lepiący heteropornuch jako jedyna rzecz we wszechświecie świadczy o tym, że to w kroku ma jeszcze jakieś przeznaczenie (było to na dodatek, co najgorsze, wyłącznie softporno bez penisa), w kiosku nie ma, jak dziś, ślicznego gej-zina na kredowym 160 g, migoczącego na tęczowo i chłopców z klatą z greckiej wazy, no internetu naturalnie jeszcze nikt w klasie na oczy nie widział. Jest za to rower, wieś, pole i las. Idź się, chłopaku, pobujaj, wiatr złap we włosy, może ci się przewietrzy.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7750178358441578342-2737707199479738175?l=czasembelkot.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czasembelkot.blogspot.com/feeds/2737707199479738175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/11/lorem-ipsum-dolor-sit-amet-consectetur.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/2737707199479738175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7750178358441578342/posts/default/2737707199479738175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czasembelkot.blogspot.com/2010/11/lorem-ipsum-dolor-sit-amet-consectetur.html' title='Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.'/><author><name>.::random</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11510101318043435101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://2.bp.blogspot.com/_uXC12fM5DII/TQ1lEGuW5wI/AAAAAAAAABY/rcTfrPNeO0w/S220/prosi%25C4%2599.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
