- Ale tak dziwnie się czuję jak tu teraz jestem, i na te właśnie rzeczy z okna na wysokim piętrze patrzę. Bo mówiłem ci, ze to dla mnie nowa jest sytuacja, że to ja właśnie wracałem do tamtej małej mieściny zawsze, i tam się działo jakby nigdy nic ze mną potem. A teraz tu żyję i jakby jestem nie z tego świata, bo dotknąć już tego nie mogę, no bo jak z dziesiątego piętra.
- Przecież wiem to wszystko, wszak też na wysokie piętro wlazłem a teraz jestem całkiem na dole. Wiem całkiem dobrze, co to jest za we mnie emocja.
סליחה בחורות, אני מוצץ זרגים ________________________________ się tu niczego nie spodziewaj
wtorek, 16 listopada 2010
niedziela, 7 listopada 2010
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Kiedyś, zamiast pisać, rysować kreski i dziadować sobie radośnie, postanowiłem być normalnym człowiekiem i mieszkać w czystym mieszkaniu. To nie było zbyt mądre. Potem nauczyłem się robić rzeczy, których nie umieją inni ludzie, i jednocześnie wstąpiłem do pedalskiej mafii. Ale z tym pisaniem i rysowaniem kresek byłoby mi chyba jednak wygodniej w życiu. Z samym sobą w sercu. W międzyczasie konta google wyparły inkaust, i w finale znalazłem się tu. To będzie bardzo miłe i ciekawe raz na jakiś czas napisać tutaj, o co chodzi w życiu, na świecie i mojej głowie, aż mi się znudzi, ha.
Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że męski kutas jest najbardziej zajmującą zabawką w świecie, w wieku jakichś dziesięciu lat, kiedy jak każdy chłopiec, oprócz biegania po dworze i zdzierania sobie kolan, zacząłem intensyfikować gmeranie we własnych gaciach i obserwować cudowną przemianę, jaka tam w wyniku mojej działalności następuje. Naturalnie, na płaskiej i nudnej nizinie mazowieckiej, w jednej z dziesiątek mieścin polski b, w której istotne wydarzenia to doroczny parafialny odpust i czwartkowy targ, odkrycie to niosło za sobą intensywne przeżycia duchowe połączone z poczuciem wyrzutu wobec bożej matki zawieszonej, według miejscowego stylu czwartoklasisty na rzemyku na piersi, w postaci owalnego medalika zatopionego w sercu z plastiku niezdarnie imitującego bursztyn. Dziwne pomieszanie katolickich uniesień, astronomicznych anomalii - wielka świecąca białym światłem kometa i zaćmienie słońca to były rzeczy, które bardzo na mnie działały - no i dziewiczych wzwodów to była trudna mieszanka, nadająca waleniu konia wymiar eschatyczny. Dopóty, dopóki jednak było to doznanie intymne, sam sobie dawałem przyzwolenie do eliminowania go z własnej świadomości. Wszystko do czasu.
Nadeszły deszczowe wakacje, spędzane w jakichś Borach chyba Tucholskich pod namiotem, o zgrozo na obozie harcerskim. Poza kilkoma elementami paramilitarnej tresury, dostarczanymi przez umundurowanych frustratów, atrakcyjność polegała przede wszystkim na siedzeniu czy leżeniu na pryczach i gadaniu o świecie. Właśnie w momencie, gdy między dziecięce dyskusje o tym, czy matematyka jest trudna i co robi czyja mama, zakradać się zaczęły dygresje o cyckach i sikaniu we wzorki po śniegu. No i okazało się, że każdy, każdy jeden kocyk faluje przy zasypianiu. Ej, chłopcy, wspólne mycie w namiocie z miednicami, obłapianie się za ręce czy nogi, niby dla żartu. Wreszcie ten z sąsiedniego łóżka, gdy wszyscy już spali lub tylko udawali, a ulewa barabaniąca o brezent tłumiła dźwięki, wszedł pod mój koc, i zapytał czy mi stoi. Tak, stał, jemu też, macanki bez ejakulatu - to jednak jeszcze nie ten wiek. Żaden z nas nie wiedział jeszcze o co chodzi, ale atawistyczny pomysł na przykładanie tych dziecięcych fiutków do odbytu też się pojawił, choć bez szans powodzenia.
Doświadczenie z podbydgoskiego lasu trwało żywe, a jakże. Dziś po nazwisku mogę szybko chłopca namierzyć w necie, korzystając z okoliczności sprzyjającej, że w latach dziewięćdzisiątych się nie chlało, więc pamięć działała lepiej, a na koniec wakacji wszyscy - chłopcy, dziewczynki, nieważne, wymieniali się adresami. Nawet pisano później jeszcze jakieś listy o tym, że lata urok przemija, ale na szczęście w szkole od drugiego do czwartego września odpowietrzanie kaloryferów, trzy dni premii od losu. Zatem nazwisko, jak poskrobać w głowę w odpowiednim miejscu, też da się wygrzebać: jest ich na facebooku 59. Ten mój z lasu na szóstej pozycji, taka ciotka klubowa, tiszercik, włoski w górę, niezmieniony ani o jotę ryżoblond słowiański ryjek w nie nazbyt jednak inteligentnej minie; tej samej, co na naszym wspólnym zdjęciu na niszczycielu orp błyskawica. Za tło kuchnia jakaś, meble tanie z okleiną brzozową, baloniki, a ten przytula misia. Przytula, kurwa, misia!
No i co by powiedział, jakby go teraz dodać do znajomych, zdziwienie, nie zdziwienie, tu jednak ja zmężniały choć nieco, wąsaty, chłop jak dąb po prostu przy tym chuchrze; nie do poznania. Wówczas jednak, jak już ten jeden - dwa listy o niczym się napisało, to był koniec. Ha, żaden nie miał telefonu w domu, okres seksualnego dojrzewania miał przypaść na tę straszliwą dziurę, w ten najczarniejszy czas (tak o tym myślę teraz), gdy już nie komuna, już mami pstrokato i świeci, ale jednak ten kapitalizm na razie w postaci chińskiej tandety u ruskich na bazarze przede wszystkim się objawia. Gdy już dochodzi z dalekiego świata echo tych cudów, tych komputerów i gsm-ów, ale tu w tej dziurze nadal kolekcjonuje się gry planszowe z "Kaczora Donalda" i przechowuje z nabożeństwem na zaś jako szczyt wysublimowanej rozrywki.
Podarty lepiący heteropornuch jako jedyna rzecz we wszechświecie świadczy o tym, że to w kroku ma jeszcze jakieś przeznaczenie (było to na dodatek, co najgorsze, wyłącznie softporno bez penisa), w kiosku nie ma, jak dziś, ślicznego gej-zina na kredowym 160 g, migoczącego na tęczowo i chłopców z klatą z greckiej wazy, no internetu naturalnie jeszcze nikt w klasie na oczy nie widział. Jest za to rower, wieś, pole i las. Idź się, chłopaku, pobujaj, wiatr złap we włosy, może ci się przewietrzy.
Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że męski kutas jest najbardziej zajmującą zabawką w świecie, w wieku jakichś dziesięciu lat, kiedy jak każdy chłopiec, oprócz biegania po dworze i zdzierania sobie kolan, zacząłem intensyfikować gmeranie we własnych gaciach i obserwować cudowną przemianę, jaka tam w wyniku mojej działalności następuje. Naturalnie, na płaskiej i nudnej nizinie mazowieckiej, w jednej z dziesiątek mieścin polski b, w której istotne wydarzenia to doroczny parafialny odpust i czwartkowy targ, odkrycie to niosło za sobą intensywne przeżycia duchowe połączone z poczuciem wyrzutu wobec bożej matki zawieszonej, według miejscowego stylu czwartoklasisty na rzemyku na piersi, w postaci owalnego medalika zatopionego w sercu z plastiku niezdarnie imitującego bursztyn. Dziwne pomieszanie katolickich uniesień, astronomicznych anomalii - wielka świecąca białym światłem kometa i zaćmienie słońca to były rzeczy, które bardzo na mnie działały - no i dziewiczych wzwodów to była trudna mieszanka, nadająca waleniu konia wymiar eschatyczny. Dopóty, dopóki jednak było to doznanie intymne, sam sobie dawałem przyzwolenie do eliminowania go z własnej świadomości. Wszystko do czasu.
Nadeszły deszczowe wakacje, spędzane w jakichś Borach chyba Tucholskich pod namiotem, o zgrozo na obozie harcerskim. Poza kilkoma elementami paramilitarnej tresury, dostarczanymi przez umundurowanych frustratów, atrakcyjność polegała przede wszystkim na siedzeniu czy leżeniu na pryczach i gadaniu o świecie. Właśnie w momencie, gdy między dziecięce dyskusje o tym, czy matematyka jest trudna i co robi czyja mama, zakradać się zaczęły dygresje o cyckach i sikaniu we wzorki po śniegu. No i okazało się, że każdy, każdy jeden kocyk faluje przy zasypianiu. Ej, chłopcy, wspólne mycie w namiocie z miednicami, obłapianie się za ręce czy nogi, niby dla żartu. Wreszcie ten z sąsiedniego łóżka, gdy wszyscy już spali lub tylko udawali, a ulewa barabaniąca o brezent tłumiła dźwięki, wszedł pod mój koc, i zapytał czy mi stoi. Tak, stał, jemu też, macanki bez ejakulatu - to jednak jeszcze nie ten wiek. Żaden z nas nie wiedział jeszcze o co chodzi, ale atawistyczny pomysł na przykładanie tych dziecięcych fiutków do odbytu też się pojawił, choć bez szans powodzenia.
Doświadczenie z podbydgoskiego lasu trwało żywe, a jakże. Dziś po nazwisku mogę szybko chłopca namierzyć w necie, korzystając z okoliczności sprzyjającej, że w latach dziewięćdzisiątych się nie chlało, więc pamięć działała lepiej, a na koniec wakacji wszyscy - chłopcy, dziewczynki, nieważne, wymieniali się adresami. Nawet pisano później jeszcze jakieś listy o tym, że lata urok przemija, ale na szczęście w szkole od drugiego do czwartego września odpowietrzanie kaloryferów, trzy dni premii od losu. Zatem nazwisko, jak poskrobać w głowę w odpowiednim miejscu, też da się wygrzebać: jest ich na facebooku 59. Ten mój z lasu na szóstej pozycji, taka ciotka klubowa, tiszercik, włoski w górę, niezmieniony ani o jotę ryżoblond słowiański ryjek w nie nazbyt jednak inteligentnej minie; tej samej, co na naszym wspólnym zdjęciu na niszczycielu orp błyskawica. Za tło kuchnia jakaś, meble tanie z okleiną brzozową, baloniki, a ten przytula misia. Przytula, kurwa, misia!
No i co by powiedział, jakby go teraz dodać do znajomych, zdziwienie, nie zdziwienie, tu jednak ja zmężniały choć nieco, wąsaty, chłop jak dąb po prostu przy tym chuchrze; nie do poznania. Wówczas jednak, jak już ten jeden - dwa listy o niczym się napisało, to był koniec. Ha, żaden nie miał telefonu w domu, okres seksualnego dojrzewania miał przypaść na tę straszliwą dziurę, w ten najczarniejszy czas (tak o tym myślę teraz), gdy już nie komuna, już mami pstrokato i świeci, ale jednak ten kapitalizm na razie w postaci chińskiej tandety u ruskich na bazarze przede wszystkim się objawia. Gdy już dochodzi z dalekiego świata echo tych cudów, tych komputerów i gsm-ów, ale tu w tej dziurze nadal kolekcjonuje się gry planszowe z "Kaczora Donalda" i przechowuje z nabożeństwem na zaś jako szczyt wysublimowanej rozrywki.
Podarty lepiący heteropornuch jako jedyna rzecz we wszechświecie świadczy o tym, że to w kroku ma jeszcze jakieś przeznaczenie (było to na dodatek, co najgorsze, wyłącznie softporno bez penisa), w kiosku nie ma, jak dziś, ślicznego gej-zina na kredowym 160 g, migoczącego na tęczowo i chłopców z klatą z greckiej wazy, no internetu naturalnie jeszcze nikt w klasie na oczy nie widział. Jest za to rower, wieś, pole i las. Idź się, chłopaku, pobujaj, wiatr złap we włosy, może ci się przewietrzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)