סליחה בחורות, אני מוצץ זרגים ________________________________ się tu niczego nie spodziewaj
wtorek, 22 listopada 2011
Radość
Różne są koleje (raczej, kurwa, koleiny) mojej rzeczywistości i codzienności, ale pomidorowa wychodzi mi zawsze świetna.
Raczę się tą pomidorową na dwujajecznym makaronie, nic mi nie doskwiera, śmietany nawaliłem suto i zostaje mi śliska od jej tłuszczu pomarańczowa cierpkość na wąsie. Dno w garnku światło dzienne odbije rychło.
Mam takie miejsce w domu, które wymyka się stawianym przez mnie kordonom. Jest wielką górą kilkudziesięciu par moich butów; mówię na nie auschwitz. Buty z auschwitz czekają w większości na reperację, ale mozół nie jest moją pasją ani jawną, ani skrytą: poczekają jeszcze.
Jak już dokonam niemądrych wyborów (jak w tramwaju: udawać, że majstruję przy biletmachinie, czy usiąść? - usiąść. - kontrola, dzień dobry. - 127 miliardów do zapłacenia, proszę podpisać, jak w ciągu siedmiu dni, to mniej będzie, wie pan, z tamtej strony wszystko maczkiem napisane), to sobie naiwnie i po sztubacku postanawiam umrzeć. Wielką by to było pochopnością, więc tylko sobie wyobrażam, że to zrobiłem. Zanim zaś, piszę absolutnie nieudany wiersz, na przykład pod tytułem: "...dziś postanowiłem umrzeć". No i jest pierwsza strofa, na przykład:
"...listopadowa słota
druzgota...
na cóż mi taka zgryzota?
dziś...:
postanowiłem umrzeć!"
No i tak dalej, jeszcze gorzej i jeszcze więcej znaków wymuszonej interpunkcji. Potem umieram w moim wyobrażeniu, jest pogrzeb, i słyszę spod sosnowego wieka (przez dębowe bym może nie usłyszał, ale jużci! mi dębowe kupią, drożyzna), jak czyta ten wyziew ktoś, kogo absolutnie i nie lubię, i nie szanuję, a emfaza z jaką wiersz jest deklamowany skręca kiszki nawet robakom podgryzającym truchła w trzech sąsiednich kwaterach cmentarza. Wówczas dociera do mnie, jakie by to było nierozsądne. No i raz-raz, do refleksji, czy i dlaczego muszę współdzielić jedno społeczeństwo z ludźmi, którzy wrzucają drobne do fontanny w centrum handlowym, i do rozbioru tej myśli - czy jest prawicowa, czy lewicowa azaliż?
sobota, 5 listopada 2011
stan krytyczny
Ze wszystkich stron przeszywa mnie lęk. Jest nieprzenikniony i niepoczytalny. Rzeczy mgliste.
Edit.
Nie, nie, to jest po prostu sanatorium. Haha, trzeba się odciąć od życia społecznego, w wolnym tłumaczeniu - podjąć autoterapię antyalkoholową. Sowieckie kino, czarna herbata, michałki w czekoladzie, pełen oddech.
Edit.
Nie, nie, to jest po prostu sanatorium. Haha, trzeba się odciąć od życia społecznego, w wolnym tłumaczeniu - podjąć autoterapię antyalkoholową. Sowieckie kino, czarna herbata, michałki w czekoladzie, pełen oddech.
Subskrybuj:
Posty (Atom)