poniedziałek, 9 stycznia 2012

O frytkach, poniekąd

Te wydarzenia zaliczy się później do najbardziej kuriozalnych wspomnień podróżnych. Jedna propozycja wpierdolu zwykłego, jedna z pchnięciem nożem, jedna bójka faktyczna, deklaracja odbycia stosunku seksualnego w zamian za talerz frytek, przemoc rodzinna, usiłowanie kradzieży, wszystko przy podejrzanym zachowaniu służb mundurowych. Wigilia Bożego Narodzenia/Święto Trzech Króli w mieście na P. P jak piekło.‎
Niewinnie zabawne początki to te śmieszne pytania, jeszcze po sowieckiej stronie, gdy w elektryczce kazano okazać paszporty z uwagi na wkraczanie w zakazaną strefę graniczną. I gdy w budzie strażniczej zagadywano o przemyt narkotyków i broni. No pewnie, koka w żołądku i granaty w dupie, chce pan sprawdzić?
Zaraz potem to lujostwo zwisłobrzuche, sępy przygraniczne, busy nie jeżdżą, święto Trzech Króli przecież jest. Co tam nie jeżdżą! Nie, nie, podwieziemy za czterdzieści. Haha, bardzo śmieszne. Za dwadzieścia możemy jechać. Za dwadzieścia to w mordę mogę dać. No, kurwa.
W kawiarnio-pubie w Rynku nie dzieje się dokładnie nic. Jest pusto, barmanka z rozbrajającą szczerością odpowiada na pytanie czemu piwo tak tanie: przecież to P. Racja. Pogoda na zewnątrz jest więcej niż podła i trzeba tu siedzieć, słuchać tej wstrętnej muzyki, patrzeć na to brzydkie wnętrze. Złazi się ich kilku, podrygują bez rytmu, seksualna niebezpieczna parzy zmysły. Przy wyjściu bramkarska oferta nie do odrzucenia: walizka kurwa do góry, nie będziesz mi tu kółeczkami podłogi rysował, kafle drogie!
Jeszcze tylko ten uroczy, kończący nastoletniość zakapturzony cwaniaczek, taki typ dresika z którym połowa ciot marzyłaby żeby pójść się ruchać, żeby mu obciągnąć tą z rzadka mytą pałę, żeby dusił i z całej siły bił po dupie. Ale on na te bajerę nie idzie, herbatę wypił, piwko wyłudził, zegarek zajebał i uciekł ze świdrująco szyderczym uśmiechem, zostawiając frajerów z tobołami na gołoledzi.
W sklepie nocnym resztę przy braku drobnych wydaje się ogórkami kiszonymi.
Udało się, przeżyłem. Jak przyjemnie jest w moim domu, jak bardzo kocham mój dom! Chcę w nim mieć ciepło, chcę mieć małe sosjerki w kształcie łabędzia, grafiki w ramkach na ścianie w przedpokoju oraz durszlak. I jeszcze, wąski długi szary dywan. Szary. Będę po nim spacerować od sypialni aż po okno w salonie, od mojej najściślejszej intymności po wielki świat szklanych wieżowców tam widocznych. I nie będę nigdy więcej nadstawiać karku w podłych dziurach Polski B.