środa, 27 lipca 2011

Zawsze będę podróżować 0P

0P to tramwaj ważny w moim życiu, choć nieutulony jest mój żal za jego shadow wersją, czyli nocnym 40. W 40 każde dwa krzesełka miały swoją osobną imprezę. Ale 0P uczy i bawi, jeżdżąc uporczywie w to swoje graniaste kółko. Dziś oznajmiło, że 'PiSu boją się złodzieje i łapówkaże' (pisownia oryginalna), wczoraj orzekło, iż 'nie ma kto wypierdolić Katarzyny Bogulewskiej'.
Bogulewska, łączę się w bólu. Umieram z ciekawości, co dzieje się w 0L.
Odchodzi lato. Jeszcze wcale to lato nie wybuchło, nie powaliło skwarem, nie wyprażyło trawy do cna. A już gaśnie. Wieczorne powietrze nie pachnie stęchłym, letnim kurzem, poranki moczą rosą, insekty nie buzują chmarami w ciężkim zaduchu.
Nie będzie już nigdy takiego jak kiedyś lata? Że upał nad robiniami stał przez trzy tygodnie w niewzruszonym spokoju, a świerszcze nie dawały zasnąć aż do pierwszej, drugiej, gdy w końcu robiło się nieco chłodniej? Nie będzie?
Niedługo zastanie mnie zima, a mieszkanie niegotowe. Ale może się uda, używam wkrętów metalowych firmy wkręt-met.

poniedziałek, 25 lipca 2011

fuck you

fuck you.
Po prostu się wszyscy pierdolcie. Jak bardzo kocham postęp tak nienawidzę przeniesienia się całego homoseksualnego życia do internetu. Haha, chłopcy.
***Dr Jekyll: 'Jeżeli szukasz tylko seksualnej przygody, to źle trafiłeś. Wierzę, że znajdę uczucie które pozwoli mi cieszyć się każdym dniem spędzonym z tobą'.
***Mr Hyde: 'Ulubione w łóżku: bareback, bondage, s&m, rimming'. Nie ma opcji 'fisting' ani 'pissing' do wyboru.
Dlatego właśnie pedalska pikieta to lepsze miejsce. Przedłużone spojrzenie, jakieś 8 do 10 sekund na podjęcie decyzji, krótki dialog:
- to gdzie idziemy?
- tam jest niezłe miejsce koło bramy, za fontanną.
Jest tu choćby szczelina, żeby wścibić uczucia? Nic nie ma. 
Feelings are gay.
A ci fanatyczni miłośnicy rimmingu to w życiu cukierka nie zjedzą co spadł na podłogę, bo ble. Boją się pająków i siedzą w kolejce do przychodni całymi dniami na bóle. Tak, tak, doskonała kolejkowa komitywa: stare moherówy i ciotki. Naprawdę, dajcie mi wszyscy święty spokój.

wtorek, 19 lipca 2011

powoli

W 1889 roku miasto [Żyrardów] odwiedził szach perski. To musiało być piękne przecież wydarzenie.
Do rangi symbolu urasta los biskupa Chryzostoma ze Smyrny, któremu w czasie linczu obcięto uszy, nos i ręce, a oczy zostały wydłubane nożem. Nie, nie, żadne średniowiecze, 1923 rok. Każde stadium rozwojowe kleszcza - larwa, nimfa i imago - musi raz wyssać krew kręgowca, aby móc się dalej rozwijać. Narody niczym się nie różnią od kleszczy. W końcu trudno być człowiekiem, ale najciężej - Grekiem.
Ja się przygotuję na odwiedziny siebie samego, pozbawionego lenia i depresji. Iście rooseveltowskiego new deal w moim życiu opus pierwsze: umyłem podłogę, i to nawet pod łóżkiem. Zawsze bowiem byłem wszechstronny niczym Napoleon; gdy pierwszy raz jechałem metrem, to nie tylko pierwszy raz jechałem metrem, lecz także pierwszy raz jechałem metrem bez biletu i pierwszy raz zgubiłem się w metrze. I tak dalej. Dzięki temu nikt nadal nie odkrył mojego sekretu: opuszczam biuro, i podczas gdy współpracownicy wespół w zespół z przełożonymi myślą, że wyszedłem załatwiać ważne Sprawy - przecież jestem tak wszechstronny, muszę mieć Sprawy - ja udaję się do toalety z oknem. W łazience z oknem zajmuję kabinę z oknem, sadowię zad na przymkniętym klozecie starając się nie pamiętać o ohydzie poskręcanych pod deską włosów łonowych, które wykrzykują mi prosto w oczy jak ohydną rzeczą jest społeczeństwo i przypominają, jak pożądaną trymer. Korpus formuję w stelę na parapecie i zastygam na trzy kwadranse w południowej drzemce.
Śni mi się wówczas pouczająca dykteryjka o tym, że nie wolno się wiązać z ludźmi, którzy naśmiewają się z naprawdę ważnych Spraw, naśmiewają się z hołodomoru i porajmosu. To jest prosty senny scenariusz, zwykłe wspomnienie.