Co dzień odkrycie, co rok to prorok i tak dalej. Uprawiam nową dyscyplinę poznania, jestem największym w świecie znawcą i mistrzem The Fake Wisdom. Szafarzem cytatów z nigdy nie przeczytanych książek, twórcą myśli tak mądrych, że potencjalnie aż przysłów, których o dziwo nikt nie zdążył jeszcze pomyśleć. Piewcą prawideł niedokładnie wyuczonych gramatyk, ekwilibrystą nieopanowanych gimnastyk. Tak, mówcie mi maestro fałszywej wiedzy, służę wam radą równie użyteczną jak podręczny słowniczek krzyżówkowicza na jakichś rozstajach życiowych z rzewnej piosenki. Takiej, co stawia wyzwania, jak przemierzenie północnego oceanu lodowatego w tenisówkach, no: tej skali.
Nie umiem uciec przed takimi wrażeniami jak rzewność, i poddaję się znowu i znowu obłędowi świąt. Bez obłędu dni te nie mają treści. Zawsze jest jeszcze alkohol, który ukoi ćmienie w złamanym ramieniu i wzbudzi magicznie podniecający refluks, który przemienia najdłuższe noce w roku w epoki dziejów myśli. Nie mogąc w okresie ich trwania rozliczyć się z rzewnością, wspominam łacińskie nazwy typów w królestwie zwierząt. The Ultimate Master on Fake Wisdom.
A potem, gdy już wszystkich naobrażam, nie ma komu poprawić temblaka. Nic tylko weź się, kurwa, zdefenestruj.
ale teraz juz sojuz i postęp
OdpowiedzUsuńwielkigrubydziad.blogspot.com - sa juz zdjecia z naszej ekskursyji. Cale 3...hah.
OdpowiedzUsuń