W samolocie, który przed chwilą
wystartował spomiędzy wzgórz Atlasu Tellskiego rozmawia się po
arabsku, choć niektóre z małżeństw kłócą się urywanym
szeptem w niderlandkim, flamandzkim lub francuskim, pozostając
niezrozumiałymi dla swoich teściowych-matron. Sportowe buty i
koszulki polo starannie ukrywają afrykańskie pochodzenie pasażerów,
podobnie jak i ich paszporty krajów Unii Europejskiej. Przynajmniej
w ich mniemaniu. Dzieciarnia drze się wniebogłosy i pełza po całym
wehikule, częstokroć podawana z rąk do rąk między rzędami
siedzeń; trzylatka na siedzeniu obok przykleja mi lizaka
do włosów. Chcę zasnąć, ale nie pozwala ten jarmarczny hałas.
Patrzę w okno na rdzawe pustkowie, dziwny płaskowyż upstrzony
wyschniętymi słonymi jeziorami, i niezmącony błękit nieba,
bawię się w rozpoznawanie miejsc z lotu ptaka - to jedna z moich
autystycznych zdolności i rozrywek. W lazur Morza Śródziemnego
wbija się cypel poszatkowany jezdniami, wzdłuż brzegu migoczą
ładne w kształcie i urbanistycznym ładzie domy, z pewnością
dawniej białe; kilka niedorzecznie malutkich z tej perspektywy
okrętów plącze się po redzie.
Oran - myślę. 'Oran, un ville
effrayant... Un état terrible - ktoś komentuje, i w tym małym
momencie dociera do mnie, że nie chodzi mu przecież o Camusa.
Gdy Turcy mordowali Ormian, świat
milczał. Spływająca po zboczach Araratu krew nie zrobiła na
ówczesnych wielkiego wrażenia, przecież przeżywać należało
Lusitanię, Verdun i hiszpankę. Wiadomo, co zrobiła później
historia; trymowanie populacji i społeczności ludzkich według metod jak instrukcje hodowli wysokopiennego lasu, dwudziesty
wiek uczynił tak popularnym, że mało kto byłby je wszystkie w
stanie zliczyć, w języku genocyd obok pesty- i herbicydu zajął
szacowne miejsce jako okrzyk praktyki wśród wynalazków człowieka.
Ale jak się nazywa zagłada Algierii?
Tak, straszny kraj, który powstał z
kolan, by nie czołgać się w przygnieceniu tobołem wyprowadzania
szacownej metropolii, francuskiej matki narodów z ran zadanych
hekatombą drugiej wojny światowej. Ale dlaczego mężczyzna, który
wyprowadził kraj z tego cyklonu przez siedem lat pozwolił pławić Wyżynę
Szottów w śmiertelnej posoce? Czemu zeżarła ona dwa razy więcej
arabskich i berberyjskich ofiar, niż zginęło Francuzów na
wszystkich frontach wojny światowej? Jak może być milion
anonimowych ofiar? Dla każdego doświadczonego traumą wojny jego żałoba jest największa i najważniejsza i żadna gradacja nie jest tu wskazana. Warto jednak, by miliony straconych znajdowały dla siebie choć maleńki ślad w pamięci historii.
Migranci z Algieru do kraju-metropolii
już symbolicznie dowiadują się, jakie może być ich miejsce w
szeregu społeczeństwa francuskiego. Sprawca dramatu ich kraju,
stanowiącego brzemię po dziś dzień, patronuje przecież głównemu
paryskiemu lotnisku. Czym właściwie zasłużył się Charles de
Gaulle dla Warszawy, że dała mu wielkie rondo?
W tym roku umarł Ahmad Bin Balla,
twórca algierskiej niepodległości, po cichu. Na świecie istnieją
raptem dwie ulice Patrice'a Lumumby, który w tym samym czasie
dźwigał z kolan belgijskie Kongo.
Francja nie znalazła w swoim języku słowa na określenie algierskiego dramatu. Francja uznaje zagładę Ormian za
ludobójstwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz