czwartek, 3 maja 2012

Nagle


W samolocie, który przed chwilą wystartował spomiędzy wzgórz Atlasu Tellskiego rozmawia się po arabsku, choć niektóre z małżeństw kłócą się urywanym szeptem w niderlandkim, flamandzkim lub francuskim, pozostając niezrozumiałymi dla swoich teściowych-matron. Sportowe buty i koszulki polo starannie ukrywają afrykańskie pochodzenie pasażerów, podobnie jak i ich paszporty krajów Unii Europejskiej. Przynajmniej w ich mniemaniu. Dzieciarnia drze się wniebogłosy i pełza po całym wehikule, częstokroć podawana z rąk do rąk między rzędami siedzeń; trzylatka na siedzeniu obok przykleja mi lizaka do włosów. Chcę zasnąć, ale nie pozwala ten jarmarczny hałas. Patrzę w okno na rdzawe pustkowie, dziwny płaskowyż upstrzony wyschniętymi słonymi jeziorami, i niezmącony błękit nieba, bawię się w rozpoznawanie miejsc z lotu ptaka - to jedna z moich autystycznych zdolności i rozrywek. W lazur Morza Śródziemnego wbija się cypel poszatkowany jezdniami, wzdłuż brzegu migoczą ładne w kształcie i urbanistycznym ładzie domy, z pewnością dawniej białe; kilka niedorzecznie malutkich z tej perspektywy okrętów plącze się po redzie.
Oran - myślę. 'Oran, un ville effrayant... Un état terrible - ktoś komentuje, i w tym małym momencie dociera do mnie, że nie chodzi mu przecież o Camusa. 
Gdy Turcy mordowali Ormian, świat milczał. Spływająca po zboczach Araratu krew nie zrobiła na ówczesnych wielkiego wrażenia, przecież przeżywać należało Lusitanię, Verdun i hiszpankę. Wiadomo, co zrobiła później historia; trymowanie populacji i społeczności ludzkich według metod jak instrukcje hodowli wysokopiennego lasu, dwudziesty wiek uczynił tak popularnym, że mało kto byłby je wszystkie w stanie zliczyć, w języku genocyd obok pesty- i herbicydu zajął szacowne miejsce jako okrzyk praktyki wśród wynalazków człowieka. Ale jak się nazywa zagłada Algierii? 
Tak, straszny kraj, który powstał z kolan, by nie czołgać się w przygnieceniu tobołem wyprowadzania szacownej metropolii, francuskiej matki narodów z ran zadanych hekatombą drugiej wojny światowej. Ale dlaczego mężczyzna, który wyprowadził kraj z tego cyklonu przez siedem lat pozwolił pławić Wyżynę Szottów w śmiertelnej posoce? Czemu zeżarła ona dwa razy więcej arabskich i berberyjskich ofiar, niż zginęło Francuzów na wszystkich frontach wojny światowej? Jak może być milion anonimowych ofiar? Dla każdego doświadczonego traumą wojny jego żałoba jest największa i najważniejsza i żadna gradacja nie jest tu wskazana. Warto jednak, by miliony straconych znajdowały dla siebie choć maleńki ślad w pamięci historii.
Migranci z Algieru do kraju-metropolii już symbolicznie dowiadują się, jakie może być ich miejsce w szeregu społeczeństwa francuskiego. Sprawca dramatu ich kraju, stanowiącego brzemię po dziś dzień, patronuje przecież głównemu paryskiemu lotnisku. Czym właściwie zasłużył się Charles de Gaulle dla Warszawy, że dała mu wielkie rondo?

W tym roku umarł Ahmad Bin Balla, twórca algierskiej niepodległości, po cichu. Na świecie istnieją raptem dwie ulice Patrice'a Lumumby, który w tym samym czasie dźwigał z kolan belgijskie Kongo.

Francja nie znalazła w swoim języku słowa na określenie algierskiego dramatu. Francja uznaje zagładę Ormian za ludobójstwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz