W 1889 roku miasto [Żyrardów] odwiedził szach perski. To musiało być piękne przecież wydarzenie.
Do rangi symbolu urasta los biskupa Chryzostoma ze Smyrny, któremu w czasie linczu obcięto uszy, nos i ręce, a oczy zostały wydłubane nożem. Nie, nie, żadne średniowiecze, 1923 rok. Każde stadium rozwojowe kleszcza - larwa, nimfa i imago - musi raz wyssać krew kręgowca, aby móc się dalej rozwijać. Narody niczym się nie różnią od kleszczy. W końcu trudno być człowiekiem, ale najciężej - Grekiem.
Ja się przygotuję na odwiedziny siebie samego, pozbawionego lenia i depresji. Iście rooseveltowskiego new deal w moim życiu opus pierwsze: umyłem podłogę, i to nawet pod łóżkiem. Zawsze bowiem byłem wszechstronny niczym Napoleon; gdy pierwszy raz jechałem metrem, to nie tylko pierwszy raz jechałem metrem, lecz także pierwszy raz jechałem metrem bez biletu i pierwszy raz zgubiłem się w metrze. I tak dalej. Dzięki temu nikt nadal nie odkrył mojego sekretu: opuszczam biuro, i podczas gdy współpracownicy wespół w zespół z przełożonymi myślą, że wyszedłem załatwiać ważne Sprawy - przecież jestem tak wszechstronny, muszę mieć Sprawy - ja udaję się do toalety z oknem. W łazience z oknem zajmuję kabinę z oknem, sadowię zad na przymkniętym klozecie starając się nie pamiętać o ohydzie poskręcanych pod deską włosów łonowych, które wykrzykują mi prosto w oczy jak ohydną rzeczą jest społeczeństwo i przypominają, jak pożądaną trymer. Korpus formuję w stelę na parapecie i zastygam na trzy kwadranse w południowej drzemce.
Śni mi się wówczas pouczająca dykteryjka o tym, że nie wolno się wiązać z ludźmi, którzy naśmiewają się z naprawdę ważnych Spraw, naśmiewają się z hołodomoru i porajmosu. To jest prosty senny scenariusz, zwykłe wspomnienie.
Do rangi symbolu urasta los biskupa Chryzostoma ze Smyrny, któremu w czasie linczu obcięto uszy, nos i ręce, a oczy zostały wydłubane nożem. Nie, nie, żadne średniowiecze, 1923 rok. Każde stadium rozwojowe kleszcza - larwa, nimfa i imago - musi raz wyssać krew kręgowca, aby móc się dalej rozwijać. Narody niczym się nie różnią od kleszczy. W końcu trudno być człowiekiem, ale najciężej - Grekiem.
Ja się przygotuję na odwiedziny siebie samego, pozbawionego lenia i depresji. Iście rooseveltowskiego new deal w moim życiu opus pierwsze: umyłem podłogę, i to nawet pod łóżkiem. Zawsze bowiem byłem wszechstronny niczym Napoleon; gdy pierwszy raz jechałem metrem, to nie tylko pierwszy raz jechałem metrem, lecz także pierwszy raz jechałem metrem bez biletu i pierwszy raz zgubiłem się w metrze. I tak dalej. Dzięki temu nikt nadal nie odkrył mojego sekretu: opuszczam biuro, i podczas gdy współpracownicy wespół w zespół z przełożonymi myślą, że wyszedłem załatwiać ważne Sprawy - przecież jestem tak wszechstronny, muszę mieć Sprawy - ja udaję się do toalety z oknem. W łazience z oknem zajmuję kabinę z oknem, sadowię zad na przymkniętym klozecie starając się nie pamiętać o ohydzie poskręcanych pod deską włosów łonowych, które wykrzykują mi prosto w oczy jak ohydną rzeczą jest społeczeństwo i przypominają, jak pożądaną trymer. Korpus formuję w stelę na parapecie i zastygam na trzy kwadranse w południowej drzemce.
Śni mi się wówczas pouczająca dykteryjka o tym, że nie wolno się wiązać z ludźmi, którzy naśmiewają się z naprawdę ważnych Spraw, naśmiewają się z hołodomoru i porajmosu. To jest prosty senny scenariusz, zwykłe wspomnienie.
jak można się śmiać z hołodomoru, hudoby i ostatniej posługi???
OdpowiedzUsuńnaprawiłeś już "uiii" thing w kompie?
uiii z grubsza. miło że wpadłaś.
OdpowiedzUsuń