poniedziałek, 7 maja 2012

Kołysanka leśna

Śnili mi się dziś ludzie zagrożeni nieuchronnym.
Ludzie po wielekroć opisywani w historii, psychologii i socjologii. Każdy dzień napawał ich narastającą niepewnością, nie wiadomo co zaatakuje, czego zabraknie, skąd nadejdzie, kiedy przeminie i jakich zaznamy strat. Z coraz mniejszym skupieniem mizerniejący tłum wykonuje codzienne czynności, rozplotkowuje się, pogrążony w apatii ożywia się jedynie w sytuacji sensacji lub paniki.
Jak pod okupacją, w getcie, w oblężeniu.
I to wszystko nagle się przeniosło na ten przeklęty, czerwcowy futbolowy czempionat. Okrutne igrzyska chmielu, pstrokacizny i testosteronu, ta potworna gdacząca piosenka, wrzaski z dziesiątków opitych gardeł, odór moczu na każdym kawałku bruku i danse macabre wszystkich barw kapitalizmu w każdym zakamarku rzeczywistości. A tu nagle olśnienie: skoro nie mamy szans w otwartym boju - pójdźmy do lasu! Jak niegdyś, jak zawsze.
Nagły błysk nadziei w dziesiątkach przygasłych oczu wyniszczonych ludzi. Tak! Ukryjmy się przed nimi wszystkimi, niech nas nie dostaną, niech brońmy każdej piędzi naszej ojczyzny! A, nie, jeśli nie o ojczyznę tu chodzi - obrońmy nasze uszargane godności.
I wyruszają kolumnami pod osłoną wieczora na dworce kolejowe. Wiążą w tobołki swoją bieliznę, menażki i płachty z brezentu. Gniotą się w ścisku całonocnym w eszelonach TLK i rozpierzchają się na małych stacyjkach na skraju borów i puszcz. Siły przegrupowują przez kilka dni, kurierzy krążą między grupkami przekazując raz euforyczne, innym razem hiobowe informacje: w Puszczy Solskiej wysyp jagód! - i gęstnieje leśna populacja w biłgorajskiem; w Lasach Goleniowskich plaga żmij! - pustoszeje zachodniopomorskie.
Rozlokowują się na cienistych polanach, organizują sobie noclegi, paleniska, wodopoje. Rozpisują dyżury: kto do wsi za ziemniakami, kto w bór szukać grzybów, kto nad strumieniem przepierkę, kto z cebrem za wapnem do latryn. Sprowadzają mleczną krowę i kury nioski. Leśne życie nabiera codziennych ram, zawiązują się przyjaźnie, sił próbują flirciarze i kokietki. Wieczorem nucą przy ogniskach szlagiery ośmiu ostatnich dziesięcioleci.
Zaraz, zaraz... co my tu właściwie będziemy robić? - nagle ktoś zapyta. No właśnie. Ruszają w szranki szachowe, pływackie, piszą książki kucharskie '100 potraw z brukwi'. Otwierają się jak w obozach jenieckich polowe uniwersytety wiedzy wszelakiej; matematycy zgłębiają dendrologię, kucharze prawo rzymskie, cieśle - francuski. Wymieniają się książkami, debatują, ale też i w sobie czytają jak w bibliotece. Huczy i skrzy się ta leśna kuźnia idei.
Ale wróg nie nadchodzi, umyślni gońcy donoszą: odszedł! Zostawił góry brudu i zgliszcza, ale poszedł. Wyjdą więc z lasu też i leśni ludzie. Nie zastaną UB, SB, krasnoarmiejców, nie zastaną UEFA. Zastaną skacowanych, wydrenowanych z myśli i majątków rodaków. Zadumają się chwilę, by stwierdzić: z lasu wyszedł nowy, lepszy Polak, zdolny, kreatywny i otwarty, nowa siła i nadzieja na przyszłość; zorganizują się w mig, usuną szkody i pchną wielką mocą wspólnoty swój kraj na nowe lepsze tory.

Wspaniały sen.

4 komentarze:

  1. ...kto nad strumień pójdzie ubić przepiórkę...ta gdacząca piosenka dogoniła mnie i w górach. zło

    OdpowiedzUsuń
  2. schiza komunikacyjna specjalisto ds transportu?

    OdpowiedzUsuń